Sytuacja rodziny po przesiedleniu na ulicę Lubartowską - Irith Hass - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Na Lubartowskiej drugi raz czułam, że nikt już nie miał głowy do mnie. Do nas przychodziło bardzo dużo ludzi, mówili o wszystkim, co jest. Mój dziadziuś od razu mówił, że to nieprawda, że biorą ludzi do pracy, on mówił od pierwszej chwili, że nikt nie wróci, że ich zabiją. Moja mamusia była cały czas smutna, w depresji. Przed wojną to była bardzo elegancka kobieta, bardzo się pilnowała, żeby nie utyć, jadła taki specjalny chlebek, jarzyny. Chodziła zawsze do fryzjerki i na manicure, i tak dalej. Teraz zupełnie, zupełnie się zapuściła. Prawie ze mną nie rozmawiała, siedziała tylko, [a] babcia gotowała. Tatuś pracował w gminie, [był] odpowiedzialny za przydział mieszkań. U nas w domu mieszkaliśmy my, dziadziuś z babcią, i rodzina ze Szczecina:...
CZYTAJ DALEJ