Ukrywanie się u rodziny Grubiaków - Krystyna Carmi - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Myśmy uciekli w nocy do takiej miejscowości, nazywała się Słobudczyna, do takiego człowieka, który nazywał się Grubiak i miał chyba jedenaścioro dzieci. On umieścił nas w stodole, tak wysoko, po drabinie [się wchodziło], siedzieliśmy w słomie. Pamiętam, że ojciec mu dawał adresy, gdzie myśmy pochowali rzeczy w Obertynie. On jechał furmanką, zabierał te rzeczy od zaufanych ludzi i przywoził. W nocy przynosił nam jedzenie – to były kartofle albo jakaś mamałyga. Siedzieliśmy tam do grudnia. W grudniu – pamiętam – była Wigilia i on zabrał nas. Strasznie było zimno wtedy, straszna zima. Miał obok izby taką komórkę, tam były żarna i różne takie rupiecie. Postawił nam tam łóżko i myśmy mieszkali w tej komórce. W wieczór wigilijny pozasłaniał okna i zaprosił nas na Wigilię. Pamiętam, że zdawało się, że ktoś...
CZYTAJ DALEJ