Przysmaki kupowaliśmy w żydowskich kioskach - Magdalena Kozak - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Żydzi mieli takie kioski spożywcze. Tam był mak, miód i jeszcze coś, takie tafelki - to był przysmak ogromny. Później czekolada - taka jak kostka mydła, że trzeba było siekierę, czy tasak, młotek i rąbać. Lody, orzeszki ziemne, figi, daktyle - takie przysmaki w tych ich kioskach były, to zawsze rodzice nam kupowali. Z resztą nie żałowali mi na lody, chociaż moje dzieci bardziej korzystały z tego przywileju już po wojnie. A dziadek mój nieraz, jak Derensowa przysłała noże do ostrzenia, to na toczaku się ostrzyło, bo to nie było zmechanizowane nic –to: „Słuchaj Madziu, chodź mi pomożesz pokręcisz toczakiem” To zawsze wiedziałam, że dostanę od dziadka złotówkę, czy pięćdziesiąt groszy. Pot na mnie wychodził, a kręciłam tym toczakiem. No i dziadzio był hojny, zawsze nam dawał, albo pożyczał ode mnie pieniądze -...
CZYTAJ DALEJ