Podatek „bykowy” - Halina Marszałek - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Prowadziłam wszystkie księgi rachunkowe, główny dziennik i wszystkie płace i wiem, że wtedy był podatek. I wtedy było bardzo ciekawie, nie pamiętam od kiedy to było, bo ja się rachunkowością nie zajmowałam wcześniej, ale był taki podatek, nazywał się „bykowy”. Jak się ktoś, do dwudziestu pięciu lat nie ożenił, zwłaszcza mężczyźni, to musieli płacić podatek. Dziesięć procent. Jak [w małżeństwie] nie mieli dzieci, to też musieli płacić podatek i to musieli płacić i mąż i żona. I to wiem, że chyba nie tak mało. Już nie pamiętam, w każdym bądź razie miałam taki przypadek, że była jedna nauczycielka, nawet to była moja dobra znajoma, bo i jej mąż był chrzestnym naszego syna. Ja tej dziewczynie nie naliczyłam tego podatku a ona skończyła te dwadzieścia pięć lat. To jakoś tak było, że jak pięć lat po ślubie nie mieli dzieci to podatek się płaciło. Ja nie bardzo...
CZYTAJ DALEJ