Nazwisko męża było przepustką - Halina Marszałek - fragment relacji świadka historii [TEKST]
A jak był stan wojenny, to jak jechaliśmy samochodem, żołnierze stali i nas legitymowali to mój mąż mówił: „Panie, widzisz pan kto tu jedzie? Marszałek, a nie jakiś tam szeregowy”. No i puszczali go zawsze. Prawdę mówił, bo Marszałek było, napisane na dowodzie. Kiedyś jeździliśmy właśnie w stanie wojennym do takiego chrześniaka. To był mojej siostry syn. On mieszkał w okolicach Białej Podlaskiej. To było zaraz w osiemdziesiątym drugim roku, bo to było tak na wiosnę, w maju czy tam w czerwcu, jak komunię robią. Trzeba było przez te rogatki ciągle przejeżdżać. Przyjechaliśmy rano, na komunię chrześniaka. Akurat my jesteśmy chrzestnymi, bo jeszcze wtedy nie byliśmy małżeństwem. I jedziemy z Lublina przez Białą Podlaską do nich. Raz przez rogatkę. To jeszcze tak bardzo kontrolowali. I kilka razy tak...
CZYTAJ DALEJ