Życie w okupowanym Magnuszewie - Ewa Pleszczyńska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Na samym początku to było trochę strachu, jak to będzie, dlatego że chłopi pochowali jednak swoje różne rzeczy. Nie można było dostać jajek ani niczego. Młynarzowa z sąsiedztwa przyniosła nam potem jakiejś kaszy, jakiejś mąki. Trochę baliśmy się, jak to będzie. W Magnuszewie takiego głodu nie było, bo to jednak była wieś. Ludzie hodowali świnie, kury, nawet wozili ludzie do Warszawy te rzeczy przy okazji, przecież to była znana historia, że jeździło się do Warszawy z prowiantem. Nam wtedy przywoziła statkiem towar z hurtowni w Warszawie pani Dziborska, to była córka takich zaprzyjaźnionych z nami gospodarzy, ale ona mieszkała w Warszawie. Mąż jej pracował w jakiejś fabryce. I ona właśnie przywoziła nam z Warszawy ten towar. Często przekazywaliśmy do różnych znajomych jakieś jedzenie, którego tam...
CZYTAJ DALEJ