Cud lubelski w 1949 roku - Helena Świda-Szaciłowska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Kiedy to się zaczęło, byłam w Zwierzyńcu na wakacjach i to się jakoś rozeszło, że wszyscy się nagle o tym dowiedzieli, czy ojciec mi napisał o tym – już nie pamiętam jak to było. W każdym razie to było jakoś w lecie, w lipcu chyba, ale ja wróciłam stamtąd dopiero w połowie sierpnia. I to był kłopot straszny, bo nie chcieli mnie ze Zwierzyńca wypuścić, nie wolno było w ogóle dojeżdżać, biletów odmawiali. Jeśli ktoś był zameldowany w Lublinie, to ostatecznie [mógł dojechać]. Owszem, ja byłam zameldowana, ale też miałam trudności, więc napisałam do ojca, żeby mi prędko przesłał depeszę, że mam natychmiast wracać – wtedy jak była depesza, to łaskawie puszczali. Dostałam się z powrotem. Zaraz potem byłam oczywiście w katedrze, widziałam to, te łzy nazwijmy to. Kościół do dziś dnia tego nie uznał, bo nie ma...
CZYTAJ DALEJ