Mirosław Derecki ‒ gawędziarz w szarym, rozciągniętym swetrze - Małgorzta Bielecka-Hołda - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Był gawędziarzem, ale i troszeczkę plotkarzem. Nigdy nie mówił źle o ludziach, a jeśli mówił, to natychmiast o tym zapominaliśmy. Był raczej życzliwy światu, a na pewno bardzo życzliwy ludziom i właśnie takie miłe, przyjemne anegdotki lubił opowiadać. Mówił o tych, których poznał na szlaku. O ludziach z Gazety, o znajomych, rodzicach, inteligencji lubartowskiej i lubartowskich elitach, o lubelskich dziennikarzach, o lubelskich naukowcach. W jego żartach nie było ironii czy złośliwości, to były ciepłe żarty. Był naprawdę fantastycznym człowiekiem. Bardzo go lubiłam i bardzo lubiłam z nim rozmawiać, ale nie tylko ja, inne koleżanki też. Jak przychodził do redakcji, to zawsze ktoś się z nim zagadywał i niestety, jako sekretarz redakcji, musiałam czasem powiedzieć: „Aniu, przepraszam cię bardzo,...
CZYTAJ DALEJ