Obraz Lublina po przyjeździe w 1944 roku - Helena Świda-Szaciłowska - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Urodziłam się w Warszawie 22 lutego 1928 [roku]. Do Lublina przyjechałam w 1944, czyli kiedy zaczynało się tak zwane wyzwolenie, prawie że razem z sowieckimi wojskami. Lato jeszcze spędziłam w Zamojszczyźnie, bo tam spędzałam całe dzieciństwo i wczesną młodość i wrażenie miałam wtedy jak najgorsze, bo przyjechałam z takiej partyzanckiej, takiej akowskiej Zamojszczyzny, a tutaj pierwszą rzeczą jaką zobaczyłam, to były plakaty na murach: „AK – zapluty karzeł reakcji”. Więc to pierwsze wrażenie było najgorsze. Sowieckie wojska na ulicach śpiewające „Maskwa maja”, ludzie zamykani – to było straszne. Lublin na przełomie [19]44/45 to było nieszczęśliwe miasto, bo jedni zdobywali władzę, a drudzy nie chcieli jej oddać. Była ta walka, to strzelanie zza węgła, to co się na wsiach działo, taki był smutny rok....
CZYTAJ DALEJ