Elektryfikacja wsi - Witold Karpiński - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Jeździło się w teren, bo trzeba było pojechać na wieś z delegacją, do sołtysa. Sołtys był zobowiązany dać kwaterę. Ale ponieważ elektryfikacja, to na ogół bardzo chętnie przyjmowali na kwatery i jeszcze dali jeść, a czasem i wypić. Z resztą koledzy, bardziej doświadczeni, bo byłem z takim starszym, to ten mi powiada: „Ty, do tamtych nie idź”. Bo tak z boku byli, a był taki przepis, że jak było gdzieś w bok, że samotne mieszkanie czy coś, to nie opłacało się prowadzić do nich linii. „Łoj panie, dam łokieć tego, chodź pan”. I już przyjęcie. No to w drodze wyjątku – dobra. Jeździło się komunikacją publiczną. Ciasno, rzadko te autobusy i potem kawał drogi piechotą. Jak była lepsza pogoda czy pora roku, to brałem rower. Pojechałem tam rowerem na stację, rower do bagażowego wagonu. No i potem od wioski do wioski rowerem. To...
CZYTAJ DALEJ