Czarny rynek w PRL - Maria Józefczuk - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Miałam panią, którą mi sąsiadka naraiła, która przynosiła mi raz na jakiś czas mięso i wędliny, ona gdzieś spod Lubartowa przyjeżdżała pociągiem. Tak po cichu. Bardzo dobre wędliny miała, mięsko też dobre. Tak że był taki czarny rynek. Poza tym dużo kombinowali wszyscy. Zdrowi renciści i emeryci byli na wagę złota w tym czasie. Wszystko można było wystać w kolejkach. Trzeba było wszędzie stać. Ja nie miałam pralki, jak się zepsuła, z rok czy półtora. Nie mogłam za Chiny dostać. Dopiero powiedziała mi jedna pani, że w kadrach pracuje młoda panienka, która ma kogoś znajomego w takim sklepie na Zamojskiej. Poszłam do niej i powiedziałam: „Pani Marysiu, niech pani jakoś zrobi, żeby mi pralkę [sprzedali]”. Za dwa dni ona przychodzi i mówi: „Ma pani tu telefon, niech pani zadzwoni i tam pójdzie, będzie...
CZYTAJ DALEJ