Dopiero w pociągu dowiedziałem się, że w Lublinie jest cud - Witold Karpiński - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Akurat wtedy nic o tym nie wiedziałem, bo byłem na praktyce wakacyjnej w Sosnowcu, w fabryce drutów i wyrobów z drutu. A na miejscu, to się nazywało "Fabryka u Daisla". To było miesiąc czasu, a po miesiącu jedziemy na stację, do Lublina. Było nas z Lublina trzech czy czterech. Okazuje się, że do Lublina nie sprzedają biletów. Ja mówię: - „Jak to nie? No przecież byłem na praktyce, mieszkam w Lublinie? Gdzie ja się mam [podziać]? Mam na piechotę iść?” No w końcu sprzedali bilet. I dopiero w pociągu dowiedziałem się, że jest w Lublinie cud. W czasie tego cudu, do Katedry się nie wybierałem, bo przecież tyle ludzi było. Przecież znam Katedrę, znam obraz, to niech się trochę ludzi przewali, to pójdę. Zjeżdżali się ludzie z całej Polski. Milicja niemal że ogrodziła, pilnowała, żeby ktoś czasem nie wszedł....
CZYTAJ DALEJ