Warunki w szkole na Sławinku były fatalne - Marek Żmigrodzki - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Mogę [szkołę na Sławinku] umiejscowić w ten sposób, że tam jest dom pallotynów i myśmy mieszkali niedaleko pallotynów. Naprzeciwko pallotynów była szkoła, oddziały od czwartego do siódmego. A później schodziło się w dół trochę, tam są teraz wille, i tam były tylko klasy od jeden, chyba do trzech. Bo podzielone było, i najpierw tam żeśmy chodzili. Ale tam nie było żadnej toalety, ani wody bieżącej. Jak były mrozy, teraz nie ma takich, kiedyś były trzydzieści, trzydzieści parę stopni, to woda w wiadrze zamarzała. Nie zapomnę tego, jak co pewien czas sanepid przyjeżdżał i żadne dziecko nie mogło wyjść z klasy, jeśli się nie poddało zabiegowi odwszenia głowy. Dziecko nie wyszło z klasy, jak nie spryskali go całego, a zwłaszcza głowy. Pamiętam raz matka mówi: „Synu, co ty tak śmierdzisz”. - „Mamo, wszy u mnie tępili...
CZYTAJ DALEJ