Po mięso chodziło się do „jatki” - Stanisław Bałdyga - fragment relacji świadka historii [TEKST]
Do „jatki”szło się po mięso. Pamiętam ten sklep. Kiedy mama mnie tam wysyłała, to schodziłem za bursą w dół i dochodziłem do ulicy Snopkowskiej. Już na Wieniawie. Tam stały różne domki z dobudówkami. To były dwie chyba kamienice. W jednej za mojego dzieciństwa był sklep mięsny; mówiło się na niego jatka. Potem (kiedyś tam byłem) znajdował się sklep spożywczy. Te kamienice stoją do dzisiaj. Właśnie tam, za bursą, był wtedy skrót przez pole. Na dole kupowało się też węgiel. Mało było sklepów. Później dwa znajdowały się jeszcze na ulicy Leszczyńskiego –spożywczy i mięsny też. Również przy bocznym wejściu do parku saskiego znajdował się sklep spożywczy. On był najbliżej. Szło się kawałeczek, ze sto metrów. Kiedy miałem już kilka lat, to mama mnie wysyłała, żeby właśnie tam coś kupić....
CZYTAJ DALEJ