Zegary

luzia fijałkowska

Nazywam się Luiza Fijałkowska. W Lublinie mieszkam od swojego urodzenia, przez cały czas i nigdy nie miałam pomysłu, żeby stąd wyjechać i wydaje mi się w ogóle, że to jest najlepsze miejsce do życia. Miasto, które jest wystarczająco duże i wystarczająco małe. Wszędzie można dojść na piechotę i ma tą zaletę, że jest taką właśnie, w najlepszym tego słowa znaczeniu, prowincją. Niekoniecznie kulturalną, ale jest po prostu…leży troszeczkę na uboczu.

 

 

 

 

Gdybym miała powiedzieć co się składa na dom, to w zasadzie takie drobiazgi. W mojej pamięci są drobne przedmioty, które kojarzą mi się z babcią, z dziadkiem, z jakimiś fajnymi przeżyciami, albo po prostu z ich domem, np. stare nożyczki, jakieś stare kubki, flakony. Ale sercem domu dla mnie jest zegar. Moim ulubionym zegarkiem jest zegarek wiszący. W zasadzie nie przedstawia on żadnej wartości materialnej. To jest po prostu drewniane pudełeczko z przybitą blaszką z sarenką. Jako dziecko uwielbiałam się na to patrzeć. Ten zegar jest nakręcany poprzez przesunięcie łańcuszka. Ma taki ciężarek na końcu i wymagało to tego, żeby nieustająco patrzeć czy ten łańcuszek już nie doszedł do końca i nie wyleciał z trybików. Nakręcało się go, myślę, ze trzy razy na dzień. Tykał bardzo głośno. No i właśnie całkiem niedawno dowiedziałam się, że ten zegarek, to jest tak zwany “dziecinny zegarek”. A on jest dziecinny dlatego, że po prostu pojawił się w związku z moim urodzeniem. Dla mnie jest absolutnie emocjonalną pamiątką i jest po prostu piękny.

 

grażyna lutosławska

Nazywam się Grażyna Lutosławska. Mieszkam w Lublinie. To jest moje miasto, ale nie zawsze było. Lublin jest moim miastem od mniej więcej trzydziestu lat. Przyjechałam tu właściwie trochę przypadkiem na kurs dwutygodniowy i już nigdy z tego miasta nie wyjechałam. Jestem dziennikarką, dziennikarką radiową. Jestem związana z Polskim Radiem Lublin, ale współpracuję też z Programem Drugim Polskiego Radia. Jestem też pisarką. Piszę książki dla dzieci, piszę sztuki teatralne, eseje, felietony. Piszę w Lublinie, ale nie tylko o Lublinie.

 

 

 

Zegar wisiał na ścianie w kuchni. Dziadek nakręcał go codziennie wieczorem. Nie pamiętam, żebym często sprawdzała, która godzina. Nie robię tego zresztą do dziś. Ale całe życie towarzyszy mi jego dźwięk. Także wtedy, kiedy pisałam swoją pierwszą książkę: „Leon i kotka czyli jak zrozumieć mowę zegara“. W babcinej kuchni stała niewielka kozetka, na której lubiłam siedzieć. Czasem czytałam, czasem rysowałam, ale przede wszystkim przyglądałam się, jak Babcia gotuje. „Już ja was odkarmię“ – mówiła. Bo zjechała się rodzina, porozrzucana po różnych miastach w Polsce i w świecie, bo przecież głodni, bo co oni tam jedzą, zmizernieli jakoś. Babcia zawsze coś gniotła, mieszała, rzadko obierała, to robił Dziadek, albo Tato. Ciotki przychodziły do kuchni zaparzyć sobie kawę i też siadały na kozetce. Posuwałam się, żeby zrobić miejsce Mamie. Musiało nam być trochę ciasno, ale tego nie pamiętam. Tylko to, że zegar tykał i wybijał godziny. Spokojnie wyznaczał rytm, którego szukam dzień po dniu. A jak odnajduję, mój świat ma znowu porządek.

 

ALEKSANDRA KASPEREK

 

JAKUB KOWALIK

 
 

 

KRZYSZTOF NANKIEWICZ

 

WIKTORIA SZUMLA