Teraz czytaMY

Kochamy książki i czytamy książki. Dużo też o nich rozmawiamy, a niektóre z nich wędrują po biurkach, plecakach i regałach całej ekipy Domu Słów! Postanowiliśmy, że trochę Wam o nich opowiemy. Do opowieści o swoich ulubionych książka zaprosiliśmy również naszych wolontariuszy, gości oraz współpracowników.

Justyna Bednarek "Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i sześciu lewych)"

Książka Niesamowite przygody dziesięciu skarpetek (czterech prawych i szceściu lewych) leży na dywanie."Każde prawo ma swoje lewo!" Kto by pomyślał, że zwykła skarpetka może być tak mądra i zaradcza. Wchodzi w sam środek konfliktu dwóch ścierających się środowisk, jedni stoją po lewej, drudzy po prawej stronie wartości. I nikt nikogo nie słucha. Dopiero zwykła skarpetka rozstrzyga spór, traktując sprawę na tzw. zdrowy rozsądek. To tylko skrót jednej z wielu niezwykłych przygód skarpetek. Wybrałam tę, z powodu zbliżających się wyborów...
Każda opowieść jest inna tak, jak inne bywają skarpetki, czy jak różni bywamy my sami. Jedna zostaje lekarzem, inna detektywem, kolejna marynarzem lub też słynną aktorką. U skarpetek, jak u ludzi, wszystko jest możliwe. "Skarpety..." to też w sumie odpowiedź na wieczny rodzinny duskurs o losie zagubionych skarpetek. To w końcu opowieść o każdej skarpetce z osobna i o prawie do decydowania o sobie, o byciu indywiduum, które mimo łączenia się w pary, wciąż jest niepowtarzalnym "kimś".
Jeśli macie ochotę na odrobinę lekkiej, lecz niepozbawionej sedna rozrywki, polecam przyjrzeć się skarpetom! Spokojnie możecie czytać Wy i Wasze dzieci (nawet 2 latek się śmieje i zaciekawia).
Alina Januszczyk

Stanisław Zakrzewski "Jak stać się silnym i sprawnym"

Ksiązka jak stać się silnym i sprawnym leży na trawie wśród stokrotekJaką książkę oczekiwalibyście dostać w prezencie od poety? Jakąkolwiek, oby została przeczytana z pożytkiem!

Jestem pewien, że niektórym nieco brakuje aktywności fizycznych po okresie długiego siedzenia w domu, tak samo jak mi. Z tych powodów zdjąłem z półki lekturę, którą kilka miesięcy temu dostałem w prezencie od poety Wojtka Dunina-Kozickiego. Książka Stanisława Zakrzewskiego wyróżnia się na tle porad armii trenerek i trenerów personalnych, prowadzących liczne treningi online, nieco staromodnym sposobem wysławiania się, jednak wciąż można odkryć w niej dużo ciekawego.
Opisując ćwiczenia "ojciec polskiej kulturystyki" wspomina o zdroworozsądkowym podejściu, sporą uwagę poświęca psychologii, kształtowaniu charakteru i samodzielności. Sięga po historie sukcesu znanych kulturystów, odwołuje się do kultu ciała starożytnych Greków, daje rady i wskazówki młodym - zamiłowanie autora tematem jest wyczuwalne na każdej stronie. Jestem przekonany, że gdyby Zakrzewski urodził się w dzisiejszych czasach, niewątpliwie byłby znanym trenerem. Był to człowiek wszechstronnie uzdolniony, który już od młodych lat w przedwojennej Polsce robił karierę sportową i dziennikarską.
Chociaż z dzisiejszej perspektywy niektóre fragmenty książki, na przykład porady jak samodzielnie skonstruować własny sprzęt do ćwiczeń, mogą wyglądać nieco śmieszne, "Jak stać się silnym i sprawnym" jest ciekawym dokumentem z czasów powstawania pierwszych siłowni i przypadnie do gustu miłośnikom historii.
Nieuchronnie zbliża się lato, życzę wszystkim dobrej formy fizycznej i samopoczucia. Dla tych, komu wciąż brakuje motywacji, żeby zacząć ćwiczenia, przywołam krótki fragment wstępu do pierwszego wydania tej wspaniałej książki:

"Ćwiczenia siłowe "leczą" także moralnie, jak wynika z listu Zbigniewa Lubelskiego: Rzuciłem papierosy, przestałem pić wódkę. W moje ślady poszło już 7 ludzi z naszej załogi. Zamiast papierosów kupujemy czekolady, pomarańcze, jabłka. Dawniej wszystko szło na wódkę i "mewki". Jestem szczęśliwy [...]. Dawniej nie wiedziałem, co mam zrobić z czasem, teraz mam go za mało".

Ivan Davydenko

Beata Biały "Osiecka. Tego o mnie nie wiecie"

Na drewnianym blacie leży książka Osiecka. Tego o mnie nie wiecie.„Ciągle wychodziła, uciekała i żyła jak chciała, ciekawa ludzi, ich historii, ich uczuć, opowieści, anegdot, płaczu, nieszczęść i szczęść. Obserwowała, żyła tym, a potem to rymowała w skrót, skojarzenia tak wielkie jak życie. (…)"

Agnieszka Osiecka to nasze dobro narodowe. Nie ma chyba osoby, która nie znałaby twórczości poetki. Jednak niewiele osób zna biografię artystki, która bez wątpienia stanowi kanwę do światowych produkcji filmowych. „Tego o mnie nie wiecie”, to nie pean na cześć wielkiego człowieka, ale przede wszystkim historia o różnych obliczach kobiety. Książka, to zbiór wywiadów z rożnymi osobistościami świata kultury i sztuki. O Osieckiej opowiadają m.in. Krystyna Janda, Daniel Olbrychski, Hanna Bakuła. Każda z tych osób snuje swoją opowieść i pozwala poznać poetkę z innej strony, co owocuje pełnowymiarowym portretem. Uważam, że jest to książka godna polecenia nie tylko miłośnikom twórczości Osieckiej. Dodatkowym smaczkiem są zdjęcia pokazujące polską bohemę tamtych lat. Pamiętajcie o Osieckiej!
Książkę poleca: Magdalena Bliźniuk

 

 

 

Marek Pióro "Plamka Mazurka"

Książka Plamka Mazurka stoi na drewnianej podstawce, przed nią leżą dwa gliniane ptaszki. "Wszystko zaczęło się od gołębia, który na obrzyckim rynku oznaczył mnie prosto w czoło. Nie byłem tym zachwycony. Poczułem się niezręcznie, ponieważ nigdzie nie mogłem znaleźć ujęcia wody, żeby się umyć. W tym czasie moja pasja kibicowania utknęła w ślepym zaułku - zmęczyły mnie te wszystkie afery korupcyjne. A jako, że życie nie znosi próżni, zacząłem ni stąd ni zowąd przyglądać się ptakom odwiedzającym nasz karmnik. Przylatywały sikory, wróble mazurki, dzwońce... Kiedy zjawił się krogulec, poszedłem do biblioteki po atlas ptaków."
Czy wiecie, że pisklęta raniuszka z pierwszego lęgu pomagają rodzicom w wykarmieniu swojego rodzeństwa z drugiego lęgu? Albo, że w niektórych regionach Polski śpiew wilgi interpretowany jest jako: "Zofijo, chodź na piwo."? Czy też, że jerzyk w trwającym do osiemnastu lat życiu ośmiokrotnie pokonuje dystans równy odległości Ziemi od Księżyca!?
"Plamka Mazurka" to książka pełna ciekawostek z życia ptaków, historii na linii człowiek - ptaki. Nie jest to obszerny atlas czy ptasia encyklopedia, ale pozycja, która zachęca do dalszych poszukiwań w tym temacie :) Ja po jej lekturze zainstalowałam aplikację do rozpoznawania głosów ptaków, bo czułam lekką frustrację, że tak mało z nich jestem wstanie rozpoznać po dźwiękach, które wydają. A w kolejce czeka już "Jej wysokość Gęś. Opowieści o ptakach" Jacka Karczewskiego ;)
Polecam, Monika Czapka

Hélene Delforge, Quentin Gréban "Mama"

Na stole stoi książka mama, w tle w słoiku bukiet konwalii.Dziś Dzień Mamy! Dlatego taki wybór... o tym, co chciałabym powiedzieć na ten temat mówi opis na okładce:
"Mama. Jedno z najważniejszych słów na świecie. I jedno z najpierwszych. Słowo wyjątkowe. Imię wspólne dla miliardów kobiet. Które wyraża miłość, czułość, bliskość, czasem tęsknotę. Mam jest tyle, ile dzieci. I kiedy je tulą do siebie, na wszystkich kontynentach wszystkie mamy są do siebie podobne".

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Grażyna Lutosławska "Jatymy wesołe i rzewne, niektóre o miłości"

Okładka książki Grażyny Lutosławskiej na turkusowym tle znajduje się czerwony napis jatymyNareszcie po lekturze. Czekałam na ten moment, by wziąć do ręki książkę o intrygującym tytule. Najpierw o wyglądzie zewnętrznym naszej bohaterki - skromna, ale wyrazista. Okładka - wzmocniona, składana, a literowa czerwień zachęca, by zajrzeć w głąb. Zapowiada, że wnętrze będzie ważne, konkretne. Fajnie, że książka jest szyta, a nie klejona. A czerwień nici, zastosowana dyskretnie, z umiarem, wręcz mnie urzekła. Bardzo podoba mi się tytułowy neologizm, nobilituje zaimki. Brawo! Spis treści - pobudza do myślenia.
Na początek wybrałam tekst ze strony 44. O kocie, jako, że aktualnie w naszym domu, czasowo, zameldował się Lewcik (kot mojej siostry, Iwony). Potem czytałam po kolei. Były emocje, chwile zadumy, łezka w oku, wspomnienia. Rozczuliłam się bardzo przy „Trzech Gracjach”, zaś „W krainie czarów” odnalazłam to, czego doświadczam aktualnie w kontakcie z wnukiem. Bardzo podoba mi się krótka, nieprzegadana forma wypowiedzi. Doceniam uważne oko, zmysł obserwacji, dobre ucho, subtelny humor, metaforykę oraz piękne puenty. Oddając się lekturze „Jatymów”(czy tak należy odmieniać?) miałam skojarzenia z opowiadaniami Jacka Cygana i wierszem (bez tytułu) ks. Ryszarda Winiarskiego.
Miniaturki Grażyny Lutosławskiej warto mieć pod ręką i sięgać do nich co jakiś czas, by w innych okolicznościach, w innej scenerii, odczytać je na nowo. Ta niewielkich rozmiarów książka zasługuje na reklamę szeptaną, jest też świetnym pomysłem na prezent. Na zakończenie przytaczam wiersz wspomnianego wyżej poety:

***
od ja
do ty
od ty i ja
do my

Dobrej lektury
Renata Staszek

Liliana Bardijewska, Anna Sędziwy (ilustracje) "Kot Karima i obrazki"

Na stoliku stoi plakat z okladką książki Kot Karima i obrazki, przed nim znajduje się kubek oraz telefon, z drugiej strony widzimy liście rośliny domowejKsiążka „Kot Karima i obrazki” Liliany Bardijewskiej to opowieść wpisująca się w nurt literatury o uchodźstwie. Myślę, że to historia, którą powinien poznać nie tylko kilkuletni czytelnik, ale i każdy dorosły, gdyż dotyczy aktualnych problemów Europy i świata oraz uczy empatii i tolerancji. To opowieść wielowarstwowa.
Głównym bohaterem jest tytułowy kot Bis, który opowiada historie i wraz z kilkuletnim chłopcem Karimem, jego mamą i babcią ucieka przed wojną ze swojej ojczyzny – Syrii. Po długiej i trudnej wędrówce trafiają do Polski i zaczynają życie w nowej i też trudnej rzeczywistości. Każdy kolejny rozdział to opowieść kota, która ma miejsce tu i teraz, ale jest też powrotem do przeszłości. W każdym rozdziale kot Bis poznaje nowe zwierzęta, które traktują go jako obcego i nie chcą zaakceptować. Mysz Akysz, chomik Migmig, kotka Psotka poznają historię kota Bisa poprzez obrazki malowane przez Karima. W tych obrazach opowiedziany jest fragment jego życia – wędrówki z Damaszku do Polski. Każdy z nich to opowieść o nalotach, ukrywaniu się, zimnie i deszczu, czołgach i podróży zatłoczoną łodzią przez morze, pobycie w obozie dla uchodźców, wędrówce przez góry. W ten sposób czytelnik poznaje pełną emocji, wzruszeń i przeżyć historię imigrantów. Kot musi walczyć o te obrazy, bo zwierzęta chcą je zniszczyć. Nie potrafią zaakceptować „dziwnego”, bo abisyńskiego kota i manifestują to w słowach: „Sio stąd”, „Tutaj trzeba być tutejszym”, „Zmiataj stąd, przybłędo!”). Tytułowy Bis musi bardzo starać się, aby krok po kroku zyskać zaufanie i sympatię nowych znajomych. To mądry i odważny kot, jak i jego właściciel – Karim. To on zabrał Bisa z kraju wojny ukrywając go w kieszeni. Dla Karima podróż i nowa sytuacja jest tak trudna, że wyraża to malując obrazy. Nie chce mówić, ale wszystko opowiada w malowanych historiach. Kot doskonale wie, co chłopiec opowiada malując. Te smutne i trudne obrazy z życia próbuje opowiedzieć w prostych i krótkich zdaniach, rytmicznych sekwencjach tak, że stajemy się nagle uczestnikami tych wydarzeń. Wraz ze zwierzętami zaczynami współodczuwać przeżycia bohaterów, którzy zyskują nasze i zwierząt zaufanie, a nawet przyjaźń. Każda z opowiedzianych historii to lekcja dla wszystkich, imigrantów i ludzi ich goszczących. W namalowanych i barwnych opowieściach poznajemy też siebie, możemy interpretować swoje zachowania i relacje z tymi, którzy są „inni” niż my.
Jest jeszcze jeden ważny wątek w tych opowieściach. Bardzo ważną, a ukrytą w tle i rzadko pojawiającą się postacią, jest babcia Karima. Starsza kobieta wypowiada się prawie zawsze na końcu kilku opowieści. Jej pojedyncze zdania to myśl do refleksji dla czytelnika, jakby morał bajki lub metafora, która wiele mówi o sensie życia każdego z nas.
To jedna z moich ulubionych książek. Poruszyła najgłębsze warstwy moich uczuć. Często o niej myślę, gdy tylko w wiadomościach pojawiają się informacje o uchodźcach, wojnie i ginących na morzach. Widzę wówczas obrazy Karima i przypominam sobie słowa jego babci. Zastanawiam się, co zrobiłabym na miejscu chłopca, członków jego rodziny i kota Bisa? Czy byłabym muchą Akysz? Czy może ich przyjaciółką? Polecam do przeczytania nie tylko tym, którzy zauważają i interesują się problemami uchodźstwa czy tematyką międzykulturowości, ale każdemu, bo to książka o nas i o sprawach, które dotyczą nas wszystkich.

Aneta Szadziewska

Kwartalnik Przekrój

Kilkanaście kwartalników przekrój stojących na półceLektura ambiwalentna. W dobie upadku prasy papierowej jej łabędzim śpiewem jest świetnie zredagowany i śliczny edytorsko - legendarny magazyn PRZEKRÓJ. Niestety, z redakcji dochodzą ostatnio smutne wiadomości o mobbingu, co nie napawa optymizmem.

Polecam, Maciej Pałka

 

 

 

 

 

 

 

Yoko Ogawa "Ukochane równanie profesora"

Książka Ukochane równanie profesora leży na białym stoliku, na którym ołówkiem napisano równania matematyczne, obok nich leży pomaranczowy ołówek."Nawet kiedy już nauczyłam się od Profesora, co to są numery czynnikowe i liczby pierwsze, nigdy nie przestałam czerpać radości z tych porannych przepytywanek. A więc numer mojego telefonu nie istnieje tylko po to, żeby ktoś mógł do mnie zadzwonić. Ma też inne znaczenie. Wsłuchiwałam się w czystą melodię tego spostrzeżenia i z przyjemnością zaczynałam dzień."
Jakoś wyjątkowo brak mi słów, żeby opisać tę książkę... Tzn. mam w głowie wiele refleksji i zdań, którymi mogłabym zacząć, ale żadna z nich nie wydaje mi się wystarczająco dobra, aby oddać to co się we mnie wydarzyło podczas lektury tej książki. W końcu trafiłam na taką, która mnie autentycznie wzruszyła i doprowadziła do łez...
"Ukochane równanie profesora" to historia Profesora, jego gosposi i jej syna Pierwiastka, którzy co osiemdziesiąt minut muszą odbudowywać swoją znajomość. Profesor pamięta najbardziej skomplikowane równania matematyczne, ale nie pamięta co jadł wczoraj na kolację...
Dla mnie to bardzo ciepła i kameralna historia o trudnej sztuce budowania relacji, o przyjaźni, o cierpliwości, o trosce wynikającej ze zwyczajnej sympatii do drugiego człowieka... Warto po nią sięgnąć i przekonać się czym ta historia będzie dla Was!
Polecam, Monika Czapka

Régine Raymond-García, Vanina Starkoff (ilustracje) "Drzewa po drodze"

Książka Drzewa po drodze stoi na parapecie na tle czerwonych cegieł.Ostatnio pisałam o "Drzewie darów" jako metaforze miłości bezwarunkowej. Drzew, które kochają jest cały świat!
Historia Karima, małego chłopca, to historia o zagubieniu, o jedności z naturą, o miłości i dzieleniu się sobą.

Karim zafascynowany podążaniem za kozami gubi się gdzieś na czerwonej ziemii. Z jednej strony grożą mu niebezpieczeństwa, a z drugiej, trafia do przestrzeni przyjaznej i bezpiecznej, która uczy go wzajmności. Potężna i piękna matka natura dba o niego jak o jedno ze swoich dzieci.

„Czerwone drzewo dało mi siłę, palma napoiła mnie, mangowiec mnie nakarmił, a baobab poczęstował mnie małpim chlebkiem…”

Ocalony, odnaleziony przez mamę rozumie, że jest częścią natury, w której panuje równowaga, wielka lecz krucha. Chłopiec rozumie, że wszyscy powinni dbać o wszystkich i stwierdza: „Gdy będę duży, zostanę strażnikiem drzew!”

Jak byłoby wspaniale, gdybyśmy też to zrozumieli.

Polecam: Alina Januszczyk

 

Anna Krztoń "Weź się w garść"

Książka Anny Krztoń Weź się w garść leży na trawie wśród kwitnących mleczy.W weekend, na kocyku, na trawie drugi raz sięgnąłem po ten album.
To wspaniała, pięknie narysowana i poprowadzona historia. Trochę smutna, trochę wesoła, ale przede wszystkim z jakąś iskrą nadziei na przyszłość.
Jest to opowieść o grupie przyjaciółek, które na przestrzeni lat rozjeżdżają się po Polsce. Przeżywają swoje wzloty i upadki. Oddalają się od siebie, ale nigdy nie zapominają o swojej przyjaźni. Dla mnie to komiks opowiadający głównie o ludzkich relacjach, bliskości, zaufaniu, wsparciu, prawdziwej przyjaźni.
Idealna lektura na czasy, w których łatwo się od siebie oddalić.
Komiks "Weź się w garść" stworzyła, narysowała i opowiedziała Anna Krztoń.

Maciej Tuora

 

 

 

 

 

Julia Fiedorczuk "Pod słońcem"

Odłożona książka Pod słoncem Julii Fiedorczuk leży na pościeli obok kubka z kawą.Najpierw chwalili ją w internecie. Krytycy polecali, a „Trójka” emitowała we fragmentach. W takich momentach włącza mi się przekora i myślenie w stylu: no tak, wydawnictwo ma dobry dział promocji.
Potem się okazało, że autorka „Pod słońcem” Julia Fiedorczuk (poetka, laureatka Nagrody Poetyckiej im. Wisławy Szymborskiej) to nie Natalia Fiedorczuk-Cieślak (pisarka i piosenkarka, zdobywczyni Paszportu Polityki za „Jak pokochać centra handlowe”), a więc mamy w Polsce co najmniej dwie Fiedorczuk, które w mojej ignoranckiej głowie były jedną osobą (proszę o wybaczenie).
„Pod słońcem” przeczytałam w kilka kwarantannowych wieczorów i już po paru stronach zostałam wchłonięta przez inny świat.
To piękna w treści i języku powieść o kilku pokoleniach jednej rodziny z Podlasia. Skoro kilka pokoleń, to muszą się pojawić ważne historycznie momenty: są wojny, ale poza nimi także wątek bieżeństwa, partyzantki, komunizmu. Jednak to nie wielka historia odgrywa najważniejszą rolę, choć w dużej mierze determinuje sytuacje i wybory bohaterów. Tu ważna jest natura. Bliskość przyrody, rola, gospodarstwo i wreszcie pory roku są kluczem do rozumienia i poznania Miłki i Miszy, ich rodziców, sąsiadów, życia na Podlasiu w XX wieku. Losy bohaterów poznajemy z różnych perspektyw, co z kolei uświadamia nam, jak często inaczej patrzymy na to samo wydarzenie i jak niesamowita, także zwodnicza, jest Pamięć. Szkatułkowość powieści może momentami utrudnić jej odbiór, zwłaszcza gdy pojawiają się epizodyczni bohaterowie, ale wszystko okazuje się spójne. Mamy tu miłości i zdrady, narodziny i śmierć, radość i smutek, kłótnie i zgodę, nauczyciela i wiejskiego głupka, swojskość wsi i wielokulturowość, hołd składany książkom i nauce, ale i pracy i codziennym obowiązkom. Ot, życie.
„Pod słońcem” to powieść utkana z prostych ludzkich historii, która jednak wciąga i potrafi zaskoczyć. Podana w wysmakowanej, wręcz poetyckiej formie porusza i zostaje na dłużej.

Agnieszka Krawiec

 

Regina Dachówna „Tango z motylem”

Okładka książki Tango z motylem, na której widzimy połowę motylaTa książka to świadomy wybór, nie przypadek, ani czyjaś rekomendacja. Wiedząc, że takowa rzecz pojawiła się na rynku księgarskim (2003) zadbałam o to, by znalazła się w mej domowej biblioteczce. Odnalazłam tu swoją historię. Autorka- dziennikarka i tłumaczka języka niemieckiego napisała reportaż uczestniczący, jedną z bohaterek uczyniła samą siebie. Jaką analogię dostrzegłam w czasie lektury „Tanga...?) Pierwsza rzecz to trauma z dzieciństwa, czyli rozległe poparzenie ciała. Inne były jedynie okoliczności naszego dramatu. Druga- wielomiesięczny pobyt w szpitalu, próba przeszczepu ciała. A potem- wieloletnie zakrywanie szpecących blizn, złośliwości i nietaktowe reakcje, których, podobnie jak autorka, doświadczałam tak od rówieśników, jak i dorosłych. Trzecia- autorka pochodzi z okolic Jarosławia- Przemyśla, a to właśnie rodzinne strony mojego taty. Dzięki lekturze mogłam powspominać chwile spędzone
u dziadków.
„Tango z motylem” to lektura o ogromnym emocjonalnym ładunku. Oprócz osobistej historii Dachówna przytacza zwierzenia wielu ludzi dotkniętych nieszczęściem. Poznała ich podczas kilkudziesięciu pobytów w szpitalu. Uważam, że ten pięknie nazwany reportaż ma moc terapeutyczną, uczy też empatii. Może sprawić, że skrzywdzeni przez los mają szansę odzyskać nadzieję. Dodatkowo, książka jest docenieniem wysiłku lekarzy, pielęgniarek, rehabilitantów. To szczególnie ważne w dzisiejszej rzeczywistości.
Zachęcam do lektury
Renata Staszek

Agata Tuszyńska, Iwona Chmielewska „Mama zawsze wraca”

Na jasnoróżowym kocu leży książka Mama zawsze wraca Agaty Tuszyńskiej i Iwony ChmielewskiejJeżeli miałabym nazwać książkę diamentem, to przyznałabym to określenie właśnie tej. Z wielu powodów. Wyjątkowa historia w doskonałej narracji. Ilustracje, od których nie można oderwać wzroku, wykonane z czułością, po mistrzowsku, w koncepcji albumu. Całość zamknięta w twardej oprawie. Na papierze, który nawet pachnie nieco inaczej, nie poddaje się przypadkowym zagięciom ani nie szeleści. To wszystko bardzo wiele tu znaczy. Aby dostać się do środka trzeba zdjąć opaskę z różą, co odbieram jako symboliczny gest uwolnienia. Potem należy szeroko otworzyć umysł, jeszcze szerzej emocje i wyobraźnię. Trzeba obudzić w sobie dziecko i zejść do ciemnej piwnicy. Zostać tam cichutko, wiele tygodni, tuż obok węgla i szczurów, z jedyną lalką i z ogromną pewnością, że jest bezpiecznie, bo przecież mama zawsze wraca…
Wydaje się, że życie w getcie i Holokaust zostały upamiętnione literacko na wystarczająco wiele sposobów. „Mama zawsze wraca” odcisnęła się we mnie zupełnie nową perspektywą, na dodatek bardzo tragiczną. Samotność małej Zosi w piwnicy potargała mnie do łez. Nie tylko to, całe jej dzieciństwo. Jednak przecież o to chodzi, aby przyjąć opowieść jak dar i pozwolić się jej naznaczyć.
Pomimo dramatyzmu to nie jest książka, która zostawi czytelników w rozpaczy. Wręcz przeciwnie. Ona uczy ufać, mieć nadzieję, wierzyć, a dzięki temu jej adresatem może zostać każdy człowiek.
To jedna z najbardziej poruszających opowieści o miłości, a tych w życiu nigdy dosyć, prawda? Tej konkretnej po prostu nie wolno przegapić.

Jagoda Graboś

 

Joanna Czeczott "Macierzyństwo non-fiction"

W reklamie pieluch śliczny, krąglutki bobasek przebiera słodkimi nóżkami. W reklamie syropu na kaszel jedna łyżeczka wystarcza, by chory kilkulatek stanął na nogi. Znajomi i nieznajomi publikują ociekające lukrem zdjęcia swoich dzieci i piszą "kocham najbardziej na świecie". Idealny świat. A ja czułam, że do niego nie pasuję. Że muszę się uczyć miłości, cierpliwości do małego człowieka, że nie jestem szczęśliwa wstając dwudziesty raz do syna gdy płacze, że padam ze zmęczenia. Byłam bliska obłędu, gdy przypomniałam sobie o tej książce, którą kupiłam w dniu premiery, a która musiała odstać na półce tych kilka lat. I nagle okazało się, że ktoś mnie rozumie, myśli podobnie, też omal nie oszalał i jeszcze nie bał się o tym napisać! To książka o macierzyństwie/rodzicielstwie bez lukru, o tym, że przewijanie to brudna robota, że zachwyt non stop miesza się z lękiem czy wszystko robię dobrze, że chore dziecko wymaga od rodzica 200 proc. zaangażowania. Choć denerwuje mnie maniera autorki, która posłużyła się postaciami z kultowej "Dynastii" by opisać życie swojej rodziny, polecam tę książkę. Nie tylko dzieciatym, którzy po 2 miesiącach kwarantanny z dziećmi chcą uciekać w siną dal, ale też tym, którzy dzieci mają w planach - będziecie lepiej przygotowani niż ja. Ci, którzy dzieci mieć nie zamierzają upewnią się w swojej decyzji i troszkę lepiej zrozumieją znajomych, którzy w tej samej chwili kochają i nie znoszą swoich potomków.

Marcelina Szumer-Brysz

Ina Wyłczanowa "Wyspa Krach"

Książka Iny Wyłczanowej Wyspa Krach leży na białej koronkowej serwecie, obok niej jest gałązka białych kwiatów„Na tej wyspie po prostu ktoś za długo majstrował w Photoshopie i podejrzewam, że był to Pan Bóg.”
Peregrynacje w te wakacje będziemy ograniczać, więc książki z plastycznie zarysowanymi destynacjami niech będą namiastką katalogu biura podróży, mapy i kompasu. Ja właśnie wróciłam z chorwackiej wyspy Krk na Adriatyku – miejsca akcji powieści „Wyspy Krach”. To dzieło bułgarskiej autorki Iny Wyłczanowej, za którą w 2017 r. otrzymała Nagrodę Literacką Unii Europejskiej (po polsku napisała ją Hanna Karpińska).
To opowieść o przeznaczeniu (bułg. „sydba”), kobiecych rolach i poszukiwaniu swojego prawdziwego „ja”. „Wyspa Krach” to dwie intymne, przeplatające się narracje: Asji, która wyjeżdża na wyspę Krk oraz Radosti, która uważa, że Asja jest jej gwiezdną siostrą.
Zielone figowce, srebrzyste drzewa oliwne, skały przypominające prehistoryczne zwierzęta, oniryczne plaże nudystów, rakija pita do śniadania przez miejscowych – tak wygląda raj dla Asji, która przyjechała na wakacje do domu swojego byłego męża Emcza i jego nowej partnerki Chris (sic!). Raj nazywany jest w książce też „pierwszym kręgiem piekła”: Asję denerwuje zachodni konsumpcjonizm, kultura nadmiaru i sprzeciwiania się naturze (psy, którym zakłada się obroże przeciwko szczekaniu czy laserowe wskaźniki do krajalnic). Fascynujące jest to napięcie między Zachodem („byliśmy w Europie”) reprezentowanym przez Chris – Niemkę, ale też po części już przez samego Emcza a Bałkanami, na które składają się w narracji Asji zarówno lokalsi jak i ona sama (którą Emczo raz nazywa „biednym bałkańskim głupiątkiem”).
Druga oś narracyjna usatysfakcjonuje bułgarofilów, bo dzieje się w upalnej Sofii, ale też w Mezdrze, gdzie Radost jedzie po pomoc do wróżki. Radost jest zafascynowana astrologią i próbuję uchronić swoją gwiezdną siostrę – Asję przed zbliżającym się krachem. Chyba najbardziej podobało mi się w tej książce to, że Wyłczanowa serwuje realizm magiczny w połączeniu z detalem sofijskiej codzienności tak sugestywnie, że w pierwszym czytaniu nawet sobie tego zabiegu nie uświadamiamy. Magia w wydaniu bułgarskim podawana jest u jasnowidzki z banicą, zdarza się w blaszanej budzie, w której serwują pizzę…
Radost jest zakompleksiona i poukładana, Asja roztrzepana i radosna. „Mogłam być nią” mówi Radost o Asji i to niepokojące zdanie przyświeca całej powieści. Radost spotyka się z mężem Asji i niepostrzeżenie wchodzi w życie swojej gwiezdnej siostry, ale nie – nie będzie banalnie. Więcej nie zdradzam – przeczytajcie.

Magdalena Genow-Jopek

George Saunders "Lincoln w bardo"

Ksiązka Lincoln w bardzo leży na popękanym parapecie, obok niego leżą pędzle do malowaniaWielu krytykowało Abrahama Lincolna za przyjęcie z okazji Bożego narodzenia w Białym Domu podczas wojny secesyjnej. Wojny, której on wtedy wcale nie wygrywał. Północ ponosiła niewiarygodne dotychczas straty, z którymi Prezydent, zdawałoby się, wcale nie liczył. Podczas Wigilii poniesie on jeszcze jedną, lecz ważniejszą od setki tysięcy innych ludzkich strat - będzie to jego ukochany syn Willie. Rozgoryczony Lincoln nie może pogodzić się ze śmiercią dziecka, dlatego spędza samotne noce na cmentarzu, gdzie, jak się okazuje, wcale nie jest sam.
Wydarzenia opisane w powieści są prawdziwe, tymczasem George Saunders buduje wokół nich swoją, alternatywną wersję, doprawioną historiami ludzi, którzy kiedyś żyli, lecz nie opuścili tego świata ostatecznie. Każdy z nich ma swój powód, swoją niezałatwioną sprawę, tak samo jak i Willie, który tęskni za rodzicami. "Lincoln w bardo" jest historią o utracie, o radzeniu sobie z utratą, o rozstaniu ze światem.
Bardo w tłumaczeniu z sanskrytu oznacza "stan pośredni", zaś, w szerszym rozumieniu, stan między życiem a śmiercią. Taka wizja niektórym może wydawać się przerażającą. Mimo to, po przeczytaniu stwierdziłem, że jest to jedna z najbardziej optymistycznych powieści, jakie kiedykolwiek trzymałem w ręku.
Do tej książki zawsze jest miło wrócić. Po raz kolejny rozglądam się po stronach powieści, wyłapując nowe smaczki. George Saunders w błyskotliwy sposób łączy prawdziwe zdarzenia i fikcje, z akademicką precyzją cytuje wspomnienia świadków, których nigdy nie było. Opisy życia po śmierci są zainspirowane naukami buddyjskimi, które pisarz wraz z żoną praktykuje od dłuższego czasu. Na koniec, sposób, w który autor opowiada historię wędrówki Williego Lincolna do świata zmarłych, przypomina scenariusz do filmu, dlatego zakładam, że za kilka lat czeka na nas ekranizacja tego dzieła. Przynajmniej, bardzo bym tego chciał.

Idealna lektura dla tych, których sąsiedzi zaczęli kwarantannowy remont. Ivan Davydenko

Peter Wohlleben "Sekretne życie drzew"

Na niebieskich płytkach we wzory leży książka Sekretne życie drzew, otoczona jest zielonymi roślinami.Dziś mam dla Was książkę, której chyba nie trzeba specjalnie przedstawiać. Książkę, do której zabrałam się w sumie tylko dlatego, że jedna ze stacji paliw miała promocję, w której za tankowanie zdobywało się kupony, które można było wymienić na audiobooki. I tak razem z moim chłopakiem wieczorami słuchaliśmy sobie "Sekretnego życia drzew" a że forma audiobooka niezbyt mi odpowiada (muszę jednak widzieć litery) sięgnęłam też po papierową wersję. I polubiłam tę książkę! Polubiłam za te wszystkie ciekawe historie o "zdolnościach" drzew, za dzielnie się obserwacjami z codziennej pracy leśnika, za inne spojrzenie na drzewa, gdy spacerujemy sobie po lesie czy parku, za impuls do tego, żeby przypomnieć sobie o tych, które były w jakiś sposób dla mnie ważne, za większą refleksję nad nimi i ich rolą w naszym życiu. "Zapraszam Was, byście wraz ze mną dzielili szczęście, które mogą nam dać drzewa. A kto wie, może podczas następnego spaceru po lesie sami odkryjecie małe i wielkie cuda" /Peter Wohlleben/.
Polecam Monika Czapka

Roger Olmos "Amigos"

Na drewnianym blacie leży książka Amigos. Na okładce jest 5 różowych królików i dziewczynka przebrana za różowego królika. Biegną po zielonej trawie.To książka o przyjaźni i miłości, którą autor zaleca, by dzieci czytały rodzicom... Wiele lat temu sam zaczął "walkę" z przekonaniami i komercyjnym światem. Taktownie i bezdyskusyjnie zwraca się ku weganizmu, który uważa za jedyny etycznie akceptowalny sposób życia na naszej planecie. Dla niego miłość to nie tylko aspekt czysto ludzki. Mówi o miłości międzygatunkowej, o uważności i czułości dla otaczających nas zwierząt.
Historia zawarta w tym przepięknym picturebooku opowiada o tym, jak mama postanowiła zrobić córeczce prezent i kupiła jej książkę o zwierzętach. Dziewczynka zanużona w opowieści przeżywa ją na tyle intensywnie, że wpada w jej karty stając się częścią narracji. To informacja o tym jak ważne dla nas, dla dzieci, dla naszej wrażliwości są książki i zawarte w nich historie. Autor liczy na to, że i jego książka podobnie wciągnie i pozwoli poczuć ważny dla niego temat.
Dziewczynka przeżywa niezwykłe przygody w świecie zwierząt, sama przybierając skórę różowego króliczka. Zaprzyjaźnia się z małą różową świnką. Autor sprytnie operuje ckliwymi, słodkimi obrazami sczytanymi z reakcji dzieci na malutkie, puszyste zwierzątka... Tak, dzieci kochają milutkie świnki i malutkie kurczaczki i... Do czasu... I właśnie ten czas książkowo pokazany jest symultanicznie poprzez opowieść z kuchni, gdzie mama przygotowuje obiad.
Niemal wytrącona jak ze snu znamiennym słowem "OBIAD", dziewczynka zasiada przy stole i doznaje szoku, przeżywa traumę...
Ciekawa jestem jak na tę książkę zareagują dzieci jedzące mięso... widziałam natomiast reakcję małych wegetarianek, których rodzice nie byli w stanie uspokoić w płaczu.
Do zastanowienia, do poczucia i porozmawiania...

Polecam: Alina Januszczyk

Marek Edelman "I była miłość w getcie"

Książka Marka Edelmana i była miłość w getcie leży na ciemnych drewnianych deskach.Kilka dni temu wspominaliśmy 77 rocznicę wybuchu Powstania w Getcie Warszawskim. Tego dnia sięgnęłam po jedną z książek o getcie, opowiedzianą przez Marka Edelmana, a spisaną przez Paulę Sawicką.
Zazwyczaj myśląc o getcie, myślimy o okrucieństwie, tragedii wielu ludzi, strachu, nienawiści, śmierci, dramatycznej walce. I to wszystko się tam wydarzyło. Ale było w getcie też życie i była miłość. I o tym postanowił przypomnieć nam Marek Edelman. Po wielu innych opowieściach przyszła pora na opowieść o miłości. Jak mówi autor, w getcie nie była ona ani jedyna ani najważniejsza. Ale była i miłość.
„Deda dostała więc numerek życia. Taka nieśmiała dziewczynka została sama. I nagle się zakochała w jakimś chłopcu. Widocznie miała też trochę pieniędzy, bo chłopak załatwił im mieszkanie po aryjskiej stronie. Rozkwitła w tej miłości. Przez trzy miesiące żyła z tym chłopcem w wielkim szczęściu w mieszkaniu po aryjskiej stronie. Nic innego nie było po niej widać, tylko tę miłość Każdy bez wyjątku, kto ją wtedy widział, mówił, że promieniała szczęściem. (...) Ciepło, które dawał jej chłopiec, sprawiło, że zapominała o getcie. To szczęście trwało trzy miesiące."
Wstrząsające i niezwykłe są przytoczone przez autora historie, choć opowiedziane prosto i bez patosu. Trochę nierealne, a jednak zupełnie naturalne, prawdziwe i piękne. "I była miłość w getcie", to historia która w przejmujący sposób dotyka istoty człowieczeństwa.
Zajrzyjcie kiedyś do niej.
Magdalena Krasuska

Etgar Keret "Kolonie Knellera"

Na szarym papierze leży książka Etgara Kereta Kolonie Knellera. Ma turkusową okładkę a na niej dwa znaki na górze przypominający plus a pod nim x.Turyści z zaświatów odwiedzają wioskę w Uzbekistanie, a samobójcy po śmierci mogą znaleźć robotę w pizzerii. Bo czemu nie.

"Kolonie Knellera" to zbiór opowiadań Etgara Kereta, izraelskiego prozaika, scenarzysty, autora powieści graficznych. Keret tworzy światy i sytuacje absurdalne, groteskowe, a czasem nawet zupełnie odjechane. A przy tym napisane językiem zwyczajnym i trochę obojętnym, takim, który ani trochę nie dziwi się temu, co opisuje.

To takie obyczajowe miniaturki, pocztówki z zaświatów i okolic. Snują się w nich smutni i sfrustrowani bohaterowie, a za nimi – jak by nie patrzeć – dość gorzkie refleksje o rzeczywistości.

Do opowiadań Kereta wróciłam tej wiosny, bo dziwne teksty są odpowiednie na dziwne czasy. Każde czasy są dziwne.

Bardzo polecam.
Monika Błaszczak

 

Jostein Gaarder "Świat Zofii"

Okładka książki Świat Zofii autorstwa Jostein Gaarder. Na okładce widać głowę blondwłosej dziewczyny od oczu w górę na tle narysowanej róży wiatrów.Kim jesteś?
To pytanie dla czternastoletniej Zofii jest początkiem drogi, podczas której poznaje historię człowieka, ewolucję jego myślenia oraz nazywania świata. Dla czytelnika to małe kompendium wiedzy o historii filozofii, pełne opisowych przykładów, które w przystępny mogą przybliżyć założenia wielkich filozofów.
Całość osnuta niebanalnymi i tajemniczymi wydarzeniami, które nie są tylko ciekawym dodatkiem do filozoficznych rozważaniach, ale, jak się okazuje wraz z kolejnymi rozdziałami, tworzą oś całej fabuły i mają głęboki, ukryty sens.
Podczas lektury czytelnik może przechodzić przez różne stany wtajemniczenia: poprzez fascynację, dezorientację, zrozumienie, a na końcu głód dalszego poznawania i tworzenia własnych przemyśleń. "Świat Zofii" to książka bardzo zajmująca i obfita w wiedzę, do której wciąż wracam, robiąc coraz więcej notatek.

Polecam!
Gabriela Majerowska

 

 

 

 

 

Joseph Campbell "Potęga mitu"

Na biurku na tle laptopa z lasem i mgłą na ekranie stoi książka Potęga mitu Josepha Campbella. Zobu stron laptopa stoją zielone rośliny przypominające miniaturowe drzewa.W czasie kwarantanny przyglądam się ,,Potędze mitu”, przekonany, że mit nie jest nieprawdą i fałszem a pewnym językiem lub rodzajem narracji: jak wiersz, przypowieść, obraz lub fotograficzny kadr – sposobem, w jaki chcemy opowiedzieć o świecie. Nasza wiedza o mitach często kończy się po spaleniu w piecu ostatniego zeszytu do języka polskiego, leżącego gdzieś w piwnicy od, wydawać by się mogło, wieków. Ostatni spalony zeszyt oznacza koniec czasu inicjacji, czyli dorosłość. A mity mogą mieć wiele wspólnego z inicjacją, jak przekonuje chociażby amerykański franciszkanin Richard Rohr. I to podczas lektury jednej z jego książek przypomniałem sobie o Josephie Cambellu – autorze ,,Potęgi mitu”. Wywiad ze znanym antropologiem czytałem kilka lat temu, sięgam po niego ponownie, ponieważ okres kwarantanny postanowiłem poświęcić mitom. Wiemy już absolutnie wszystko o świecie, w jakim celu są nam więc potrzebne jeszcze mity? Może głównie rozrywce? Po mit sięgał m.in. J.R.R. Tolkien, nasza Noblistka – Olga Tokarczuk, a nawet Leszek Kołakowski (nie wspominając już o licznych popkulturowych wariacjach na temat). Joseph Cambell przygląda się mitom w sposób analityczny, przypatruje się ich konstrukcji, poruszanym tematom, różnym funkcjom mitu (nie tylko tym odnoszącym się do rozumu, ale także emocji, świata wewnętrznego). Forma wywiadu sprawia, że autor w wielu miejscach prowokuje, albo objaśnia współczesny świat (nie tylko kultury popularnej) językiem archetypów i znanych ludzkości od wieków narracji. Mitologiczna narracja nie oznacza wcale nieprawdy. To lektura prowokująca do zadawania sobie pytań, wielu refleksji o codzienności, o tym, czy przypadkiem nie jest tak, że patrzymy na świat przez okulary mitu, postępujemy jak bohaterowie dawnych opowieści, że nasze zachowania to może owoc historii, które pasterze snuli przy ogniu pod niebem pełnym gwiazd, a płynący łodziami wojownicy wierzyli, że przyjdzie taki dzień, gdy w wielkiej bitwie kończącej świat zagryziony zostanie przez wilka Odyn, a później wszystko rozpocznie się na nowo. Jeśli kogoś interesuje zjawisko mitu – klucza do rozumienia rzeczywistego świata ale i tego tkwiącego w opowieściach, ,,Potęga mitu” będzie do tego dobrym wstępem.

Szymon Bogacz "Koło kwintowe"

Na jasnym blacie leży książka Szymona Bogacza Koło kwintowe. Na okładce widzimy zimowy krajobraz z drzewami i samochodem.“W przedświątecznym pośpiechu, na trasie wytyczonej przez kalendarz i (zawsze) niedorzeczny ciąg wydarzeń, kilkadziesiąt osób zostaje zatrzymanych przez... śnieg. Wytrąceni ze swojego codziennego położenia, bohaterowie wchodzą w nową, zaskakującą sytuację. Jedyną bronią, jaką mają do dyspozycji, a jednocześnie największym ciężarem, są ich własne bemole i krzyżyki”.

Zatrzymana codzienność, zaskakujące okoliczności, bohaterowie przymusowo zablokowani we wspólnej przestrzeni hali sportowej… Czytając tę książkę, czułam wiele punktów stycznych z aktualną rzeczywistością, w której na nowo próbujemy się odnaleźć. “Koło kwintowe” to dla mnie interesująca melodia, skomponowana z gamy różnorodnych historii, które poprzez niecodzienne spotkanie, tworzą intrygujące połączenia. Szymon Bogacz prezentuje zdarzenia widziane oczami i sercami wszystkich bohaterów, dzięki czemu możemy inspirująco przyglądać się wielości emocji, perspektyw i znaczeń nadawanych, z pozoru, tym samym faktom. Sytuacja zaburzenia rytmu codzienności powoduje, że bohaterowie muszą zmierzyć się ze swoimi trudnymi relacjami, lękami, cierpieniami, niespełnionymi marzeniami. Taka partytura skłoniła mnie do refleksji nad swoimi dylematami, które z pozornego braku czasu odkładałam na później. Ponadto podczas lektury czułam dziecięcą tęsknotę za widokiem padającego śniegu, połączoną z obawą o naszą planetę, o kształt naszej przyszłości…

“Koło kwintowe” obdarzyło mnie dźwiękami wielu refleksji, cieszę się, że mogłam po nie sięgnąć właśnie teraz. Obecna sytuacja powoduje, że jeszcze pełniej można zanurzyć się w klimacie książki.

Polecam!
Paulina Konieczna

Dominika Słowik "Atlas: Doppelganger"

Na brązowych deskach leży książka Dominiki Słowik Atlas" Doppelganger. Na jej okładce widać dwie postacie zaglądające gdzieś do środka przez kurtynę, są jak lustrzane odbicieAtlas Dopenganger to opowieść o świecie szarych blokowiska Śląska czasów lat 90, świata podwórek między blokami a dla mnie świata nostalgii.

Ala nie tylko to jest, wciągające w książce Dominiki Słowik centralną postacią jest Dziadek, który snuje swoje opowiadania jakby w alternatywnej rzeczywistości:

"poza tym miał pół ciała zjedzonego przez kiłę. Kiedy byłam młodsza, myślałam, że to duże zwierzę podobne do wilka, o którym sam dziadek mówił, że je złapał na jakimś „zadupiu”. Dopiero kilka lat później zrozumiałam, o co naprawdę chodzi. Dziadek twierdził, że to była kiła egzotyczna, o innych objawach niż stary dobry syfilis: jego ciało przypominało szwajcarski ser. Przez co musiał podobno zrezygnować z pracy marynarza (bo dziadek Anny był marynarzem) – woda mu przeciekała przez te dziury, tak że szedł na dno, jak kamień, a co to za marynarz, co nie umie pływać; wrócił więc do kraju i został górnikiem." (fragment książki)

Niezwykła powieść.
Robert Jakubowski

 

 

Max Cegielski „Leksykon buntowników”

Książka Maxa Cegielskiego Leksykon buntowników stoi na białej szafce w otoczeniu nocnej lampki i lampionu. Na okładce widać fragmenty czeterch różnych twarzy złożonych w jedną.Max Cegielski, to dziennikarz, który od wielu lat prowadził audycje i programy związane z kulturą. Z niesamowitą rzetelnością stworzył zatem „Leksykon buntowników”- subiektywny spis najbardziej szalonych i zbuntowanych osobowości świata popkultury. Nie dość, że jest to książka pięknie wydana – zdjęcia, nierzadko z prywatnych zbiorów, są w stanie przenieść czytelnika w czasie, to również przepełniona jest ciekawostkami z życia, oraz archiwalnymi wywiadami. „Leksykon buntowników”, to swoistego rodzaju jezioro osobliwości świata popkultury, jest to zatem książka zarówno dla osób, które są mocno osadzone w tym temacie, jak i dla całkowitych nowicjuszy. Z pewnością oprócz ładnego wydania czytelnik dostanie porcję rzetelnej wiedzy na temat artystów, muzyków, pisarzy i wszystkich znaczących idoli popkultury.

Serdecznie polecam!
Magdalena Bliźniuk

Marc Elsberg "Blackout"

Na czarnym tle leży książka Blackout Marca Elsberga, na okładkę z prawej strony pada słabe światło."Pewnego zimowego dnia w całej Europie następuje nagła przerwa w dostawie prądu. Włoski haker Piero Manzano podejrzewa, że może to być zmasowany elektroniczny atak terrorystyczny. Bezskutecznie próbuje ostrzec władze. Komu mogło zależeć na wywołaniu globalnego kryzysu?
Tymczasem Europa pogrąża się w ciemności. Zaczyna brakować podstawowych środków do życia: wody, jedzenia i ogrzewania. Nie ma benzyny, wiele państw staje przed zagrożeniem wybuchu reaktorów w elektrowniach jądrowych. Rozpoczyna się dramatyczna walka o przetrwanie".
Nigdy nie myślałam, że sięgnę kiedyś po książkę poleconą przez mojego nieczytającego książki brata. Nie spodziewałam się również, że thriller ten pobudzi mnie do jakiejkolwiek refleksji. Ale jak wiemy, życie lubi nas zaskakiwać. Zaczęłam czytać tę książkę z czystej ciekawości i znudzenia "ambitniejszą" literaturą a skończyłam z myślą, że nigdy tak naprawdę się nie zastanawiałam jak wielki wpływ na nasze codzienne życie ma prąd elektryczny, jak bardzo jesteśmy od niego uzależnieni i jakie konsekwencje może mieć jego brak (przez dłuższy czas oczywiście ;)). I powiem Wam, że kilka tygodni temu, gdy na półkach sklepowych brakowało przez chwilę niektórych produktów, przypomniałam sobie właśnie o tej książce...

Polecam! Monika Czapka

 

Chuck Palahniuk "Consider this: Moments in My Writing Life After Which Everything Was Different"

Zrzut ekranu z komputera na którym widzimy okładkę książki Chucka Palahniuka. Na okładce lewa dłoń wskazuje palcem wskazującym do góry.Czytacie ebooki? Ja rzadko. Jakoś nie mogę się przestawić, chociaż już dawno powinienem. Przy okazji tej książki nie miałem jednak wyjścia (chyba, że chciałbym wydać milion moment i czekać miesiąc na wersję papierową w języku angielskim).
Nie mam czytnika, więc czytam na komputerze. Niewygodne, nie lubię, ale jestem zdeterminowany, bo oto moje serducho bije szybciej.
Chuck Palahniuk -- pisarz, którego książki, komiksy i eseje o pisaniu czytałem z zapartym tchem -- i jego najnowsza opowieści o warsztatach pisania, w tym warsztatach Toma Spanbauera.
Toma (pisarza i nauczyciela) do którego kiedyś, jeszcze na studiach, odważyłem się napisać, a który okazał się być złotym, cudownym człowiekiem. Nauczycielem, który jedną wiadomością e-mail przekazał mi więcej na temat opowiadania historii, niż ktokolwiek do tej pory.
Dla mnie więc to nie tylko kolejny podręcznik o sztuce kreatywnego pisania, ale książka marzenie.
Książka jednego z ulubionych pisarzy.
Książka opowiadająca o warsztatach z najlepszym nauczycielem pisania, jakiego dane mi było poznać.
Książka, która zaczyna się słowami dedykacji:
"Dla Toma Spanbauera z wdzięcznością i szacunkiem".
Maciej Tuora

 

Shel Silverstein "Drzewo Darów"

Na parapecie, na tle zielonych roślin domowych stoi książka z zieloną okładką zatytuowana Drzewo darów.“Była sobie raz jabłoń, która kochała małego chłopca”. Kochała go miłością bezgraniczną i totalną. Chłopiec rósł, drzewo rosło. Każdego dnia chłopiec przychodził do jabłoni, jadł jej owoce, huśtał się na jej gałęziach, zjeżdżał po jej pniu, krył się w jej cieniu… I jabłoń była szczęśliwa.
Ona kochała stale, a chłopiec stawał się dorosłym, którego życie stale się zmieniało. Z biegiem czasu i potrzeb ich relacja wciąż była bliska, ale często stawała się jednostronna. On chciał od jabłoni coraz więcej, a ona nie przestawała dawać mu tego, czego potrzebował.
Taka relacja przypomina mi miłość matczyną, która do końca życia wytwarza nić zależności, odpowiedzialności za siebie, bezwarunkowych gestów, często opartych na poświęceniu.

Książka jest opowieścią dla każdego. Można poprzez nią rozmawiać z dzieckiem, ale też nastolatkiem czy dorosłym o tym, czym jest dar miłości? Czym jest dawanie i branie? Opowieść piękna, ale i smutna. Jak prawdziwe życie?

Polecam: Alina Januszczyk

 

 

 

Jesmyn Ward "Śpiewajcie, z prochów, śpiewajcie"

Książka Jasmyn Ward pod tytułem Śpiewajcie, z prochów, spiewajcie leży na betonowym blacie, obok niej leży gałązka białych kwiatków z piórkiem.„Wolę myśleć, że wiem, czym jest śmierć. Wolę myśleć, że jest czymś, czemu mógłbym stawić czoło.”
Druga przeczytana przeze mnie książka autorki, ponownie – zaskakująca, mądra i wciągająca.
Tym razem, opowieść o współczesnej rodzinie Afroamerykanów, od wieków borykających się z problemami na tle rasistowskim. Powieść zamazuje granice między życiem i śmiercią, miłością i cierpieniem. Rozdziały opisywane są z perspektywy trzech bohaterów, przez co możemy się z nimi zaprzyjaźnić, bądź ich znienawidzić, poznając ich historie dogłębnie. Błędy popełniane przez każdego z nich kładą cień na życiu pozostałych.
Opowieść o różnicy międzypokoleniowej, pokazująca, że kolejna generacja nie trudzi się w kultywowaniu pewnych zwyczajów, bo ich po prostu nie rozumie. W tej powieści cierpią żywi i umarli, rzucają na siebie widmo przeszłości. Ward kontroluje nasze emocje i pozostawia oddziaływanie swojej prozy przez długi czas, mogę Wam to obiecać.

Polecam. Anna Kłys

 

 

Olga Tokarczuk Joanna Concejo "Zgubiona dusza" / Bryan Lee O'Malley "Zagubiona dusza"

Dwie książki leżą na białej serwecie. Pierwsza z nich to zgubiona dusza, na niej leży Zagubiona dusza.Koincydencja. Picturebook i powieść graficzna. Poszukiwanie sensu utraconego w codziennej gonitwie; medytacja. Lektura (nie)przypadkowo adekwatna w rzeczywistości gdzie większość z nas utknęła w formie przymusowego domatorstwa - monastycyzmu na miarę XXI wieku.
Z drugiej strony, komiks O'Malleya ukazujący alienację wieku dojrzewania, do której nie potrzeba nawet zamknięcia w czterech ścianach.

Maciej Pałka

 

 

 

 

 

 

Anna Świrszczyńska "Jeszcze kocham... zapiski intymne"

Na tle tiulowej, różowej spódnicy widać dłonie trzymające książkę Anny Świrszczyńskiej pod tytułem Jeszcze kocham... zapiski intymne.Spisanie z rękopisu i opracowanie tekstu, wstęp, zakończenie i przypisy - Wioletta Bojda

Annę Świrszczyńską odkryłam w liceum. I było to odkrycie pociągające i szokujące zarazem. To w jaki sposób pisała o miłości, kobiecości, roli kobiet w społeczeństwie, budzi emocje do dziś.

"Największe szczęście, które mi dajesz,
to szczęście, że cię nie kocham.
Wolność."

W "Jeszcze kocham..." Świrszczyńska nadal zaskakuje i inspiruje. Choć lektura tej książki nie zawsze jest "wygodna" i przyjemna. Chwilami coś uwiera i drażni, chwilami możemy mieć poczucie, że zapiski są zbyt intymne i że nie wszystko chcielibyśmy wiedzieć. Ale jest to obraz prawdziwy. Momentami brutalnie prawdziwy. Książka ukazuje portret nieprzeciętnej osobowości i wybitnej poetki. Kobiety uparcie poszukującej szczęścia. Na własnych zasadach i w zgodzie ze sobą. Co często wiązało się podważaniem utartych schematów życia, norm społecznych i wyobrażeń o roli kobiety.
"Jeszcze kocham..." w pewnym stopniu odsłania też kulisy powstania wierszy z najważniejszych książek Świrszczyńskiej i rzuca nowe światło na jej twórczość. Bo wydaje się, że to właśnie patrząc na, zawarte w zapiskach, wzloty i upadki, małżeństwo i zdradę, miłość, rozpacz i samotność..., tworzyła potem swoje wiersze.

Polecam. Magdalena Krasuska

Iwona Chmielewska "Cztery zwykłe miski"

Na półce przed białym wazonem stoi książka Cztery zwykłe miski Iwony Chmielewskiej.Niby zwykłe, a jednak niezwykłe... Kiedy na zewnątrz świat utrudnia zwykłe funkcjonowanie, u ludzi budzą się takie "Zwykłe-niezwykłe" gesty. I książka Iwonki Chmielewskiej wciąż o tym przypomina. I właśnie teraz jest jeszcze bardziej aktualna i światu potrzebna.
Znaczenia nie są stałe. Przybierają kształty w zależności od momentów, sytuacji. Biały nie zawsze jest biały, a czarny czarny. Koń tak naprawdę nigdy nie jest taki sam. Miska raz jest kołem, które nas wiezie do domu, a innym razem chełmem na głowie żołnierza, który sprawi, że może do tego domu nie dotrzemy... Wszystko się zmienia. My też nie jesteśmy tacy sami. My też. Lecz jest naszczęście nad nami i w nas jakaś siła, wiedza tajemna, która wychodzi na jaw, gdy staje się potrzebna. I w takich właśnie gestach, wyciągniętej widzialnej ręki określa wartość naszego bycia.
Taka "Zwykła-niezwykła" miska staje się kolejnym, nowym znaczeniem obecnych czasów. I to globalnie. Oby jak najdłużej.
Pisałam to słuchając Grechuty... w tej chwili leci "Świat w obłokach" - pięknie dopełnił moje myśli...

Polecam na dziś i na zawsze "Cztery zwykłe miski" i w ogóle wszystkie książki Iwony Chmielewskiej!

Alina Januszczyk

 

Adam Robiński "Hajstry. Krajobraz bocznych dróg"

Na drewnianej ławce stojącej na trawie leży książka Hajstry. Krajobraz bocznych dróg Adama Robińskiego.Hajstry, bociany czarne, zwykle trzymają się z daleka od ludzi, dlatego spotkania z nimi są z reguły bardzo rzadkie. W swoim debiucie Adam Robiński traktuje takie spotkania jako nagrodę dla podróżników, co pałętają się bocznymi dróżkami. Podróżowanie mało znanymi zakątkami Polski u Robińskiego nabiera skali wyprawy na Grenlandię, co w czasach kwarantannowego wypożyczania psów na spacery robi tą książkę jeszcze bardziej aktualną. Hajstry uczą zachwycać się każdą wycieczką, każdą spotkaną osobą, każdą przypadkową rozmową. Zamiast tego, żeby pałętać się bez sensu po mieście, warto sięgnąć do tej lektury, przeczytanie której na pewno zmienia percepcję miejsc, które na pierwszy rzut oka wyglądają zupełnie przyzwoicie.

Ivan Davydenko

 

Jesmyn Ward „Zbieranie kości”

Na czarnej, plecionej podkładce znajdującej się na betonowym blacie leży książka Zbieranie kości Jesmyn Ward. Obok niej leży kilka gałązek lawendy związanych białą tasiemką.„Była morderczą matką siekącą do kości, ale pozwoliła nam przeżyć, choć zostawiła nas gołych, zdumionych, pomarszczonych jak niemowlęta, ślepych jak szczeniaki i wygłodniałych słońca jak świeżo wyklute małe węże.”

Opowieść, która zostawiła po sobie kilka spraw do przemyślenia. Pozycja nie należy do „łatwych”, jest też jedną z niewielu w których miałam poczucie, że nie jestem tylko widzem ale przede wszystkim uczestniczę w rozgrywającej się akcji.

Podzielona na dwanaście rozdziałów opowieść w sposób wrażliwy opisuje dwanaście „zwykłych” dni przed nadejściem huraganu Katrina. Lektura wypełniona metaforami i odniesieniami, dzięki czemu każdy czytający może spojrzeć przez pryzmat swoich doświadczeń na losy rodziny z Missisipi. Ward pisze o miłości i przyśpieszonym dorastaniu, które toczą się przy niedostatku wszystkiego innego. Opowiada o żywiole, który zabrał wiele ludzkich istnień, niszcząc wielkie metropolie, ukazuje nadzieję i plany na to, co będzie po huraganie, o nowym początku, o tym co da się jeszcze odbudować. Czyż nie jest to na czasie?

Polecam. Anna Kłys

 

Stanisław Lem "Rasa drapieżców. Teksty ostatnie"

Na półce z książkami stoi okładką do przodu książka Stanisława Lema pod tytułem Rasa drapieżców. Teksty ostatnie. W tle znajdują się inne książki.Mądrego to i miło posłuchać. Dlatego od czasu do czasu wracam, poszukuję i czytam, bądź oglądam Stanisława Lema. Jego opowieści, eseje, felietony, wywiady z tym Autorem. Każda z pozycji zachęca mnie do sięgania jeszcze dalej, jeszcze głębiej.
Tym razem padło na "Rasę drapieżców . Teksty ostatnie". Jak mówi opis jest to zbiór krwistych, ironicznych i bezlitosnych felietonów pisanych przez Mistrza w 2005 i 2006 roku do Tygodnika Powszechnego.
I jak zawsze, warto. Warto posłuchać tego (osiemdziesięcioletniego wtedy) Pana -- zwłaszcza w tych ciężkich chwilach -- mówiącego o ludziach, człowieczeństwie, ale tym razem również o polityce i kulturze.
Dla fanów Lemowskich pozycji może być to książka dziwna i inna. Dla tych, którzy nigdy Lema nie czytali początek jednej z największych podróży.

Książkę poleca: Maciej Tuora.

 

 

 

 

 

Agata Romaniuk "Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu"

Na drewnianym blacie na tle szarej ściany w czarnej, metalowej podpórce do książek z ozodbami w postaci drzew stoi książka Agaty Romaniuk pod tytułem Z miłości? To współczuję. Opowieści z Omanu."- Zawsze mi się to wydaje upokarzające, że musisz kręcić biodrami, starać się, żeby cię zauważył, żeby cię chciał. Ile rozczarowań. Miłość to krucha podstawa związku. Wolałam tego nie przeżywać. Moje małżeństwo zorganizował ojciec. Wybraliśmy Jasira, bo pochodzi z dobrej rodziny. Jest wysoki i barczysty, dobrze zarabia, pracuje w PDO, firmie naftowej, więc sama rozumiesz. A ty czym się kierowałaś? Czy twoi bracia sprawdzili jego rodzinę? Jakiej wysokości masz mahr? Ile biżuterii dostałaś?
Nic nie mówię, a ona ciągnie dalej:
- No tak. Z miłości. To współczuję. Jak miłość się skończy zostaniesz z niczym - mówi na odchodnym. Nie zdążam zaprzeczyć.
Dziewięć lat później przekonam się, że miała rację."

Przyznam Wam się, że chociaż słyszałam o tej książce już w zeszłym roku to jakoś pominęłam ją na liście reportaży, które muszę przeczytać. Z jednej strony Oman wydał mi się mało interesującym krajem, z drugiej miałam już trochę dość książek o kobietach. Myślałam sobie "Oman oczami kobiet"? To chyba nie dla mnie. I gdy na początku tego roku planując spotkania autorskie w ramach cyklu "W stronę" polecono mi zarówno tę książkę, jak i jej autorkę (jako świetną opowiadaczkę), postanowiłam dać jej w końcu szansę. I wiecie co? Nie miałam racji, to książka dla mnie. Książka, zawierająca świetnie opowiedziane i bardzo ciekawe historie o rozdarciu miedzy tradycją a nowoczesnością, o skrywanych marzeniach, o omańskich duszach. Książka, która wciąga bardziej niż fikcja. To bardzo dobry reporterski debiut.

Polecam. Monika Czapka

 

 Susanna Isern Mar Ferrero "Najlepsza zupa na świecie"

Na blacie leży książka Najlepsza zupa na świecie otoczona warzywami: dwoma marchewkami, burakiem, cukinią, gałązką pomidorów koktajlowych, natką pietruszki, dwoma pieczarkami i trzema ząbkami czosnku. Nad książką leży ciemnozielona miska na zupę.Do obiadu jeszcze chwila... Co by tu ugotować?.... Zupa! Zupa jest łatwa i nie da się jej zepsuć. No chyba, że ktoś przesoli :) Jeśli jeszcze nie macie pomysłu, polecam Wam "Najlepszą zupę na świecie". A jeśli zrobicie ją z udziałem Waszego dziecka, to może być ciekawą, mądrą i smaczną przygodą.
W trakcie czytania możecie z dzieckiem wykonywać to, o czym czytacie. Integracja i zabawa na całego! Uwaga, nie jest to książka kulinarna, ale książka o wspólnocie, o wzajemności, o sukcesie dzięki współpracy. To też opowieść o przyjaźni, otwartości na drugą istotę, a także o lekkości bytu i radości z dzielenia się z innymi. Jedym słowem książka do "zjedzenia"! Na obecne czasy i na wszech czasy!

Polecam: Alina Januszczyk

 

Kornel Filipowicz "Moja kochana, dumna prowincja"

Na drewnianym blancie leży ukośnie położona książka Kornela Filipowicza pod tytułem Moja kochana, dumna prowincja. W książce znajduje się biała zakładka.Są takie książki, które krążą po naszym biurze i które czytają, i lubią wszyscy. Ale czasami zdarza mi się słyszeć: "Mam idealną książkę dla Ciebie". I domyślam się wtedy, że raczej nie jest to Kurt Vonnegut, że raczej nie będzie tam wiele o podróżach kosmicznych i fizyce kwantowej, i że raczej nie będę musiała szybko jej oddawać :)
I rzeczywiście M. tym razem też się nie mylił, i rzeczywiście długo jej nie oddawałam. „Filipowicz jest obserwatorem tak czułym i tak wnikliwym, że trudno wychodzi się z jego opowiadań. Po tej podróży współczesna literatura może się wydać rozczarowująca". Tak twierdzi Justyna Sobolewska, a ja się pod tym zdecydowanie podpisuję.
Kornel Filipowicz opowiada o, wydawać by się mogło, zupełnie zwyczajnych rzeczach. O zwykłym, ziemskim życiu, o ludziach, o codzienności. Co w tym ciekawego? Ale Kornel Filipowicz to niedościgły mistrz opowiadania. Otwiera przed czytelnikiem świat pełen wrażliwości, empatii, uważności, życzliwości. Ale spokojnie, nie jest ckliwie i sentymentalnie, nie brakuje ironii, humoru i charakteru. Wydaje mi się czymś najbardziej niezwykłym i ważnym umieć tak pięknie przeżywać codzienność. Nie myślałam, że znajdę jeszcze gdzieś taki świat.

Sprawdźcie :)  Magdalena Krasuska

 

Cezary Łazarewicz "Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej"

Na drewnianym stole stoi maszyna do pisania, na której leży ksiązka Koronkowa robota. Sprawa Gorgonowej autorstwa Cezarego Łazarewicza.Książka, która zrobiła na mnie piorunujące wrażenie. Bez wątpienia jest to jeden z najlepszych reportaży, jakie kiedykolwiek czytałam. Łazarewicz opisuje sprawę, którą żyła cała Polska. W tamtych czasach funkcjonowało nawet powiedzonko: „Jedz, bo przyjdzie tu Gorgonowa i cię zabije” – którym matki straszyły niesforne dzieci. To co w tej książce, wydaje mi się niezwykłe, to narracja, którą prowadzi autor. Pozycja składa się z dwóch zasadniczych części: pierwsza to rzetelny opis faktograficzny sprawy i ukłon w stronę archiwistyki. Łazarewicz dociera do córki Gorgonowej, rozmawia ze współczesnymi śledczymi. Czytelnik dostaje akta sprawy, notatki policjantów, zapisy rozmów. Druga zaś, to literacka zabawa w „Kto zabił?”. Łazarewicz, poddaję w wątpienie sztampowe rozwiązania i snuje alternatywne wizje finału tego dramatu rodzinnego. Czytelnik ma szansę sam poczuć się jak śledczy i spróbować rozwikłać zagadkę kto zabił Lusię Zarembiankę? .
Autor „Koronkowej roboty” z wielkim kunsztem oddaje również swoistego rodzaju hołd głównej bohaterce, portretując ją jako zagubioną ofiarę swoich czasów, a nie krwawą morderczynię.
Wielowymiarowa, niesztampowa, wciągająca i wspaniała pozycja dla wymagających Czytelników.

Książkę poleca: Magdalena Bliźniuk

 

 

Michał Turowski "Atlas napojów energetycznych"

Na brązowy blacie stoi książka Atlas napojów energetycznych Michała Turowskiego. Za książką stoi globus oraz zielona roślina. Obok książki kieliszek i próbowka z napojem koloru pomarańczowego. Przed książką leży drewniana figurka białego gekona w kropki.Od dziecka kocham atlasy! Kojarzą mi się z podróżami, poszukiwaniem przygód i dalekimi krainami. Michał Turowski pokazuje, że w czasach późnego kapitalizmu można podróżować po morzach i oceanach napojów energetycznych nie wstając zza biurka. Książka jest uzupełniona zdjęciami i esejem Pawła Starca, którego filozoficzne rozważania nad energiksami nie pozostawią bardziej poważnego czytelnika obojętnym.
Atlas jest dedykowany nie tylko miłośnikom energetyzującej cieczy, lecz wszystkim nam, zapracowanym młodym, co tęsknią za słońcem i marzą o egzotycznych wakacjach.

P.S.: Potajemnie zdradzę, że Dom Słów zaznaczono na mapie trasy promocyjnej "Atlasu napojów energetycznych", pozostańcie z nami i nie przepuśćcie okazji aby spotkać się z jego autorem w sprzyjających warunkach epidemiologicznych!

Ivan Davydenko

 

 

 

 

Neil deGrasse Tyson "Kosmiczne rozterki"

Na parapecie, na tle nocnego miasta stoi książka Kosmiczne rozterki Neila deGrasse Tysona. Po prawej stronie książki stoi zielony kwiatek a po lewej latarnia z palącą się świeczką."Tak jest, nie tylko ludzie, lecz także wszystkie organizmy w całym kosmosie, jak również ich macierzyste planety i księżyce, nie istniałyby, gdyby nie okruchy zużytych gwiazd. Tak, jesteś zrobiony z gruzu. Musisz się z tym pogodzić. A raczej... powinieneś to uczcić! Bo cóż może być lepszego od świadomości, że w każdym z nas żyje wszechświat?"

"Kosmiczne rozterki" to trzecia - po "Astrofizyce dla zabieganych" i "Kosmicznych zachwytach" – książka Neila deGrasse’a Tysona, którą miałam okazję przeczytać i w moim odczuciu najlepsza. Teksty zostały pogrupowane w cztery działy: Sens Życia, Gdy Wszechświat staje się zły, Nauka i kultura oraz Nauka i Bóg. Jakich kwestii dotyczą? Chociażby tego jak wyglądały pierwsze formy życia na Ziemi i dlaczego warto być mikrobem. Poznacie kilka sposób, w jakie kosmos chce nas zabić i dowiecie się dlaczego śmierć w czarnej dziurze jest najbardziej spektakularna. Poznacie grzechy, które popełniło Hollywood w produkcjach ukazujących kosmos. I wiele, wiele innych opowieści o kosmosie.
To książka po lekturze, której można nabrać dystansu do ziemskiego życia. Ja się poczułam po niej bardzo malutka, ale to fajne i fascynujące uczucie, które zawsze do mnie wraca gdy spoglądam w nocne niebo :)

Polecam. Monika Czapka

 

Eric Carle "Tato, zdobądź dla mnie księżyc" / Mario Vargas Llosa "Fonisto i księżyc" / John Boyne "Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa"

Na drewnianym stole leżą trzy książki dla dzieci: Tato, zdobądź dla mnie księżyc, Fonisto i ksieżyć oraz Lekkie życie Barnab'ego Brocketa.Halo Ziemia... tu Kosmos!
Gdy czasami wyobrażamy sobie naszą przyszłość próbujemy sięgać gwiazd.
Gdy czasami na ziemi nie dzieje się dobrze, miewamy myśli o locie na Księżyc.
Gdy czasami trapi nas codzienność szukamy odpowiedzi w Kosmosie!

Drogie Dzieci i Drodzy Rodzice... polecam Wam nieco lekkości bytu, bez grawitacji, z utratą kontroli nad własnym ciałem, a zwłaszcza wyobraźnią.
Z zestawu wielu kosmicznych książek wybrałam kilka, które myślę, że z wielu powodów warte są przeczytania, obejrzenia, przeżycia. Dziś kilka z nich...
Uwaga, książki tylko dla odważnych, którzy nie boją się wysokości i utraty kontroli nad ciałem!

1. Eric Carle "Tato, zdobądź dla mnie księżyc" - piękna i mądra opowieść o relacji ojca i córki (rodzica i dziecka), który jest w stanie nawet zdobyć dla niej księżyc. Treść niewielka, ale głęboka, ilustracja prosta, ale wnikliwa. Bezcenna jest zaś architektura książki, która sprawia, że sami możemy wspiąć się ku górze i kto wie, być może też zdobyć księżyc.

2. Mario Vargas Llosa "Fonisto i księżyc" - motyw ten sam... czyli o zdobywaniu księżyca dla ukochanej osoby. Tylko, że tutaj pojawia się wątek miłosny między chłopcem a dziewczynką, pragnienie pierwszego pocałunku, bliskości... Uwaga, zdobycie księżyca okazuje się wcale nie być takie trudne. Tylko... trzeba znaleźć sposób. Poszukajcie sami!!!

3. John Boyne "Lekkie życie Barnaby'ego Brocketa" - czyli życie bez poczucia siły grawitacji. Książka dla nieco starszych dzieci, a nawet nastolatków i dorosłych. Barnaby od urodzenia był wyjątkowy, ale niestety nie dla jego rodziny. Wyjątkowy znaczy dziwny, wyjątkowy znaczy nienormalny??? Taki problem w myśleniu jego rodziców sprawił, że chłopiec przeszedł wiele trudnych chwil w życiu.... Wszystko zmieniła tragedia, dzięki której ruszył w niebo. Wylądował nawet w Kosmosie. Jak się okazuje, pogodzenie się z samym sobą i akceptacja ze strony innych to najlepsza "RAKIETA" dla naszych marzeń!

Polecam: Alina Januszczyk

 

Wells Tower „Ruiny i zgliszcza”

Książka Ruiny i zgliszcza Wellsa Towera leży na betonowej powierzchni przykrytej dwoma ozdobnymi papierami, borodowym i jasnozielonym w białe paski. Obok leżą różowe goździki.W obliczu ostatnich wydarzeń z zaciekawieniem wróciłam do tej narracji.

„To mistrzowski opis zwyczajnego życia” – New York Times

Książka składa się z dziewięciu opowiadań, a jej bohaterów śmiało można nazwać nieudacznikami czy też życiowymi przegrywami. Historie o poczuciu tymczasowości życia i o tym, co dzieje się z człowiekiem wyrzuconym poza bezpieczne ramy. Samotność bohaterów staje się nie do zniesienia ale to właśnie w niej muszą zmierzyć się z tym, czego nigdy nie wymagało od nich życie. Tekst opatrzony dystansem i czarnym humorem, w którym dialogi to tragikomiczne rozmowy. Los bohaterów nie jest przykry tylko i wyłącznie dzięki rozbrajającej ironii zawartej w każdej z tych życiowych historii.

Być może odnajdziecie w tej publikacji sugestię jak wydostać się z trudności jaką zgotował nam los, bo wszystko o czym pisze Tower sami znamy bardzo dobrze.

Polecam. Anna Kłys

 

 

Gregory David Roberts "Shantaram" 

Książka Shantaram Gregorego Davida Robertsa leży na drewnianym stole, obok niej stoi kubek z zaparzaczem do herbaty."Każde uderzenie ludzkiego serca jest kosmosem możliwości."

Shantaram to według mnie najbardziej wieloaspektowa i wielowymiarowa książka, jaką kiedykolwiek czytałam. Czytelnik znajdzie tu wszystko: wartką akcję, fabułę, wspaniałe opisy magicznych Indii, złożoną osobowość bohatera i w końcu ważne prawdy, podane w bardzo lekkostrawny sposób. Przede wszystkim zaś jest to książka o szukaniu siebie, czyli chyba największe uniwersum każdych czasów. Poza tym książka ma 800 stron, także na pewno nie będziecie się nudzić podczas siedzenia w domu!

Książkę poleca: Magda Bliźniuk

 

 

 

 

 

 

 

Kurt Vonnegut "Opowiadania wszystkie"

Książka Opowiadania wszystkie Kurta Vonneguta stoi na plastikowym fotelu stojącym na trawie.Duże to. Niewygodne. Małe literki, cienki papier i ponad 900 stron! Najczęściej czytam w autobusie, spacerując czy siedząc na ławce, a że trudno tę cegłę upchnąć w torbę to mimo, że Autor ulubiony miałem problemy, aby przeczytać.
No i, jak już się domyślacie pewnie, teraz mam czas i opcje nadrobić, bo czytam w domu albo siedząc sobie przed nim, gdzie nikogo w okół.

Kurt Vonnegut: Opowiadania wszystkie to zbiór wszystkich opowiadań tegoż post-post-postmodernisty [szok i niedowierzanie!].
Zbiór podzielony jest na rozdziały, a te podzielone są tematycznie, każdy z nich zaś okraszony jest wstępem napisanym przez jednego z Redaktorów, przybliżających nam anegdoty z życia Vonneguta, które są kluczem do otwarcia jego twórczości.

Na złe i dobre czasy -- cyniczny, brutalnie inteligentny, radosny -- mistrz czarnego humoru Pan Kurt Vonnegut najlepszym lekarstwem:

"Uczono mnie, że ludzki umysł jest szczytowym osiągnięciem ewolucji, ale wydaje mi się, że to kiepski patent na przetrwanie".

A jak nie opowiadania to przeczytajcie cokolwiek tego Autora, serio, jeśli jeszcze nie czytaliście to już! Dla tych zaś co czytali i są takimi samymi freakami Kurcia jak ja -- zgadniecie jakie tytuły ukryłem ikonkami w tym poście?

Pisał do Was: Maciej Tuora

 

Wojciech Bonowicz "Dziennik końca świata"

Książka Wojciecha Bonowicza pod tytułem Dziennik końca świata leży na drewninanym stole razem z białym narcyzem.

"Świat jest straszny, ale ja postanowiłem, że jest piękny."

Kiedy czytałam dziennik po raz pierwszy w sierpniowym upale, tytuł nie brzmiał tak złowrogo jak dziś. Autor co prawda orzeka, że świat się kończy, ale przygląda się temu procesowi z czułością, ciekawością i poczuciem humoru."Ta książka jest o tym, o czym są wszystkie współczesne książki: że sprawy tego świata idą w złym kierunku, nawet kiedy nie muszą. Koniec świata jest bliski. I nie chodzi o żadne przepowiednie. Chodzi o to, co czuję, wchodząc po schodach na trzecie piętro. (...) Poza tym będzie w tej książce mnóstwo przygód, przemocy i seksu. Różni ludzie różne rzeczy dziś obiecują, więc i ja mogę coś obiecać."
Czy koniec świata jest bliski i czy Wojciech Bonowicz dotrzymuje obietnic, sprawdźcie sami :)
Na trudne i łatwe czasy, żeby trochę bardziej zrozumieć i polubić świat.

Polecam. Magdalena Krasuska