Szafa

eda ostrowska

Nazywam się Eda Ostrowska. W Lublinie zostałam po studiach. Studiowałam bibliotekoznawstwo i informację naukową. Jestem, uważam, artystką szeroko pojętą. Jakkolwiek piszę poezję, również prozę poetycką. Wydałam bodaj osiemnaście książek, trochę już mam kłopoty z lokalizacją. Uprawiam różne gatunki literackie. Lubię pracować w słowie, ale to nie jest sucha praca. Także myślę, że wkładam serce w to, i to jest bardzo moje. Także swoją własną drogę mam w literaturze.

 

 

 

 

Chcę opowiedzieć o meblach, które ze mną wędrowały na Śląsk i ze Śląska z powrotem tutaj. Wyszłam za mąż za górnika, po zawodówce. Nie z miłości wcale. Miałam taki impuls, że chciałam wypełnić wolę bożą, że tak powiem. I ja nie żałuję, mimo że bardzo trudna historia, w ogóle dużo cierpienia. Ale nie żałuję ponieważ cierpienie hartuje. Trudne historie wzbogacają człowieka i nadają nawet sens życiu w ogóle. I ta szafa powędrowała ze mną. Samochodem komi wyjechała, rozłożona na części. Ale ta szafa ma dłuższą historię.

Moi przyjaciele, z którymi włóczyłam się po kraju. Mało z kim włóczyłam się. Z nimi tak. I ci przyjaciele, już później się pobrali, mieli najpierw jedno dziecko, później drugie. I ta szafa była u nich. Oni mieszkali w tak różnych miejscach i w takich norach, dziuplach, a na koniec mieszkali w pustostanie. Po prostu włamali się, nie mając toalety. Oni w tym budynku mieszkali wtedy na dziko. I ta koleżanka dostała mieszkanie w Katowicach, bo ona stamtąd pochodziła. No nie udało im się zamienić tego mieszkania i wyjechali. Wyjeżdżając sprzedali mi tą szafę i stół, który też u mnie do tej pory jest. To był rok '84-85 może. Nie miałam mieszkania, więc ta szafa wylądowała u mojego znajomego z mojej wspólnoty na Chopina. Normalnie przyjął szafę do siebie i stół. A, że to były czasy komuny i nie było nic, więc rzucili skarpetki, to wszyscy stali za skarpetkami w kolejce, mydło, to za mydłem. A ja miałam rentę, więc stałam w kolejce dla rencistów i ciągle to kupowałam, nie wiem po co. I przynosiłam, to wszystko do tego Michała i do tej szafy. I ta szafa taka była powierniczka moja. Wszystko to przechowywała, moje zapasy na czarną godzinę. Ale to miało swój urok.

No i dostałam mieszkanie. Więc ta szafa przywędrowała do tego mieszkania. I ta szafa na mnie patrzyła. Szafa ma to lustro. Jest to kryształowe lustro z fazą, takie piękne. Było bez skazy, nic nie zniekształcało. Wiadomo, że ubierając się, zawsze przeglądałam się w tym lustrze. Pięknie, idealnie siebie widać z każdej strony, oddalając się, zbliżając. A, później był Śląsk... W dziewięćdziesiątym roku dostałam mieszkanie, w dziewięćdziesiątym szóstym wyjechałam, wyszłam za mąż. Wszystko to lustro widziało. Szafa towarzyszyła wszystkim przemianom społecznym, tym ciuszkom z Pewexu, tym mydełko. Wszystko widziała. Jak przeglądałam, rozkładałam na podłodze te wszystkie literackie materiały. Uwielbiam robić przeglądy ubrań, firman, zasłon, wszystkiego po prostu. Kocham robić przeglądy. Tylko teraz nie mam czasu, jestem skoncentrowana na pracy, na literaturze, na okrągło pracuję.

Co ta szafa jeszcze widziała? Widziała te wszystkie kwiaty, te wszystkie bluszcze zwisające, te wszystkie pałeczki w tych kwiatach, w tych doniczkach, jak one rosły, jak szumiały, jak je podlewałam regularnie. Widziała, jak drzewa rosły za oknem. Jak się wprowadziłam nie było nic. Tam były gospodarstwa przedtem, z prosiaczkami i tak dalej. I to przed moim zamieszkaniem dwa lata wcześniej. Tu na rogu Nadbystrzyckiej i Zana.

Były też remonty. O właśnie! Ale to jak byłam na Śląsku. To były smutne czasy dla mojej szafy. Była zafoliowana. Tam szafa bardzo dużo widziała. Dużo widziała moich łez. Za rok urodziłam syna. Miałam dużo czasu, bo mąż chodził do roboty. Nie było go dziesięć godzin. A jak przychodził, to w swoim pokoju telewizję oglądał. Z dzieckiem nawet nie wiedzieliśmy czy jest w domu. Także byłam tam sama. Biureczko moje, wszystko moje pojechało na Śląsk. Wszyscy pytali po co. Ale ja nie wyobrażałam sobie życia z innymi meblami, tak byłam związana z nimi. I rzeczywiście jak te meble były ze mną tam, no to po prostu kawał mojego życia i Lublina był tam ze mną razem. Bardzo tęskniłam za Lublinem. Nie wyobrażałam sobie życia bez Lublina. A później jak wróciłam nie odnalazłam już tego Lublina ani tych ludzi. To wszystko było już inne...

Także rzeczywiście całe nasze życie ta szafa widziała, dzięki temu, że ma to lustro.