Stół

Iwona Chmielewska

Iwona Chmielewska - ilustratorka i autorka książek dla dzieci i dorosłych. Ukończyła grafikę na Wydziale Sztuk Pięknych Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu. Tworzy głównie autorskie picturebooks, z których większość wydawana jest w Korei Południowej. Ilustruje także teksty innych autorów. Jest laureatką wielu ważnych nagród w Polsce i na świecie. Mieszka i pracuje w Toruniu. Tam też prowadzi zajęcia z przedmiotu „książka autorska" na Wydziale Sztuk Pięknych UMK.

 

 

 

 

To będzie historia o stole, który stał u nas w domu od dziesięciu lat. Ta historia właściwie zaczyna się w seulskim metrze, bo tam, jadąc metrem z koreańskim profesorem który jest ilustratorem i autorem książek, usłyszałam niesamowicie dla mnie znaczącą propozycję i takie pytanie właściwie, czy mogłabym zilustrować jego książkę, jego tekst o pustce. I wtedy w metrze oczywiście się zgodziłam, chociaż nie wiedziałam co mnie czeka tak naprawdę. To jest tekst o pustce i o tym, że otaczamy się nadmiarem rzeczy. O tym, że próbujemy wypełnić pustkę i w sercu i między ludźmi, różnymi przedmiotami, które możemy kupić. Boimy się słowa pustka. Nam się tutaj na Zachodzie ono bardzo pejoratywnie kojarzy. Tymczasem w tej książce pustka miała być czymś, co można dopiero wypełnić prawdziwą wartością. Miałam różne myśli, różne pomysły, jak właściwie pokazać pustkę, nie pokazując. I zrobić książkę o pustce, czyli co? Puste strony? No i w tym momencie mój mąż przyniósł blat naszego stołu, który służył nam od dawna i trzeba było go odnowić. I ja usiadłam przy tym stole, przy tym pustym stole i zobaczyłam całą książkę o pustce. I potem skanowałam ten stół, wybrane słoje, wybrane rysunki, wybrane puste deski, te sosnowe obrazy i później dorysowywałam kredką obok tego pustego sęku na przykład, sęk, który zaczynał coś znaczyć. I tak powstała cała książka. To jest ciekawe, że on funkcjonuje w Korei. Ludzie w Korei patrzą na nasz stół z bliska. Patrzą, przyglądają się tym konkretnym sękom, na które ja patrzę też codziennie. I potem, na koniec książki, jest takie zdjęcie kiedy ja i autor książki siedzimy sobie naprzeciwko siebie przy pustym stole. Ja z zachodu, bo jestem człowiekiem Zachodu, on ze wschodu, bo jest człowiekiem Wschodu. Siedzimy przy tym pustym stole i nawiązujemy porozumienie, które wydawałoby się trudno jest nawiązać, będąc ludźmi z innych zupełnie kultur. Ale jednak przy tym pustym stole, który jest takim uniwersalnym medium, nawiązujemy to połączenie i tę rozmowę. I nie musi stać na tym stole żadne jedzenie obfite, nie musi to być stół uginający się pod naczyniami wypełnionymi jakimiś wykwintnymi potrawami. To może być pusty stół i tylko te dwie osoby siedzące naprzeciwko siebie, patrzące sobie w oczy i prowadzące dialog. Właśnie o to chodzi, że przy stole można się również tak spotkać, w taki bardzo metaforyczny i też metafizyczny sposób.

dorota ozimek

Nazywam się Dorota Ozimek. Urodziłam się w Lublinie, ale do okresu liceum mieszkałam pod Lublinem, bo pochodzę z takiej małej miejscowości, która nazywa się Pawlin. W Lublinie mieszkam od lat kilkunastu, myślę, że tak już na stałe, chociaż kto to wie. Jestem animatorem, menadżerem kultury i pedagogiem. Działam w kulturze od lat kilkunastu, ale tak najbardziej intensywnie od lat dwóch, w Fundacji Szpilka, której jestem współzałożycielką i prezesem.

 

 

 

 

Mój przedmiot, to jest szafka telewizyjna. A może ona nie jest szafką telewizyjną, chociaż u mnie zawsze w domu była to szafka na telewizor. Pytałam moją mamę skąd się wzięła i opowiedziała mi jej historię. Rodzice, jak się pobrali, aby było to lat temu czterdzieści dwa, to chcieli kupić sobie jakieś meble. Ale, że nie było ich stać na nowe meble, a też wtedy nie było takiej możliwości za bardzo kupienia sobie nowych mebli, to okazało się, że rodzina znajomego właśnie pozbywa się mebli, bo sobie kupują nowe. Więc moi rodzice zakupili właśnie oto ten stolik i taką ogromną, trzydrzwiową szafę. Przez długi czas ten stolik był właśnie takim stolikiem telewizyjnym. Jednak na czterdziestą rocznicę ślubu rodzice dostali od nas komplet mebli, no i niestety ten stolik już stracił swoją funkcję, bo tam w tym komplecie mebli była specjalna półka na telewizor. Więc stolik przestał po prostu być potrzebny. I zdarzyła się taka historia, że w Warsztatach Kultury były ciekawe warsztaty z renowacji mebli. Bardzo chciałam pójść na ten warsztat i właśnie znalazłam ten stolik i się okazało, że on jest jak najbardziej do wykorzystania. Przywiozłam go do Lublina i trafił właśnie na te warsztaty, gdzie to po prostu totalnie zmienił swój wygląd. Z takiego grzecznego, troszkę podniszczonego podniszczonego stolika, zamienił się w fioletowy stolik, który teraz ma funkcję bardziej stolika nocnego. Stoi sobie tutaj na co dzień lampka, zawsze jest tutaj stos książek i jest to taki stolik po prostu już bardziej kulturalny.