Podwórka

Każdy z nas ma jakieś podwórko. Czasami jest ono kolorowe, pełne uśmiechu, rozmów, zapachów i smaków, a czasami jest szare, zimne, mroczne i ciche. Czasami takie podwórko jest miejscem ucieczki, poznania świata i dziecięcej wyobraźni. Ale nie każdy ma szansę na wymarzone podwórko.

Każde podwórko to własny, odrębny wszechświat , to „Mała ojczyzna” dla wychowujących się na nim dzieci. Obraz tego miejsca zabiera się ze sobą na całe życie. Każde podwórko ma swoją historię. Składają się na nią losy mieszkających tu ludzi, ale też zmieniający się przez lata wygląd tego miejsca. 

Postanowiliśmy dotrzeć do różnych podwórek, uliczek i zaułków, by poznać żyjących tam ludzi i zdobyć od nich historię miejsca. Udało nam się dotychczas zorganizować kilka działań na rzecz i wspólnie z mieszkańcami różnych podwórek.

Ważną dla Lublina kobietą jest poetka Julia Hartwig, honorowa obywatelka miasta, która też miała swoje podwórko i tak je opisała:


Podwórka /Julia Hartwig - świadek historii/

Życie podwórek lubelskich było dosyć szczególne. Nieustannie pojawiali się na nich różnego rodzaju sprzedawcy i rzemieślnicy. Popisywali się tam również uliczni śpiewacy wykonujący tradycyjne lub własnego autorstwa ballady; pamiętam doskonale te zawijane w papierek grosze, które rzucało się im z okna. Do pojawiających się domokrążców należeli specjaliści ostrzący noże. Niejednokrotnie wynosiłam im z domu noże do ostrzenia. Pojawiał się też od czasu do czasu szklarz z ciężką skrzynią pociętych szkieł, przymocowaną skórzanymi pasami do pleców. Donośnym wołaniem ogłaszali swoje pojawienie się również objuczeni workami handlarze starzyzną, którzy skupowali wszystko, co się zdarzy. Każdy z domokrążców miał inne zawołanie i własną melodię. Tylko kobiety dostarczające ze wsi nabiał, milczały wstydliwie, wyręczały ich przekupki sprzedające towar. Warto też wspomnieć o sprzedawcach dywanów. Handlowali nimi ludzie o egzotycznym wyglądzie, często byli to Turcy lub inni przybysze z Bliskiego Wschodu. Do drzwi stukali akwizytorzy, którzy sprzedawali kosmetyki, porcelanę, obrusy, eliksiry i wody kolońskie. Zaglądały na podwórka kobiety z bańkami mleka zawiniętymi w prześcieradła zawiązane na plecach; mleko sprzedawały na targu albo przynosiły wprost do mieszkania. Przed zimą pojawiały się na podwórkach wozy z węglem i węglarze z twarzami czarnymi od pyłu. Z wozu zsypywano węgiel do piwnicy albo wnoszono na wewnętrzne drewniane balkony, tak charakterystyczne dla kamienic lubelskich, gdzie mieściły się zamykane na kłódki schowki.

fot. Podwórko na Starym Mieście. Fotografia z kolekcji Danuty Kowal. Autor nieznany. Rok 1915.

 


podwórko 
domu słów
  
podwórko

opowieści
  
opowieści

Żmigrodu


podwórko
słów
 
kulturalne
sąsiedztwo
 


wesołe
podwórko