Płaszcz

tomasz pietrasiewicz

Tomasz Pietrasiewicz - twórca i dyrektor Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN” w Lublinie, aktor teatru Grupa Chwilowa i reżyser Teatru NN, autor aranżacji wnętrz Bramy Grodzkiej i działań w przestrzeniach miasta, animator kultury, działacz opozycji w okresie PRL, autor książek. laureat wielu nagród i wyróżnień.

 

 

 

 

 

 

Ja bym chciał do tego domu przynieść, nie tyle fizycznie, bo ten dom, który budujemy ma taki wymiar niematerialny, ale historię związaną z płaszczem. Historię, która zaczęła się na początku lat osiemdziesiątych, kiedy byłem jeszcze w Grupie Chwilowej. Przygotowywaliśmy wtedy przedstawienie „Martwa natura”. I jednym z pomysłów scenograficznych do tego przedstawienia było wykorzystanie kilkuset płaszczy, jako pewnego rodzaju tła. Tylko skąd wziąć tyle płaszczy? Pomysł był prosty. Dajemy ogłoszenie w lubelskiej prasie i czekamy w Chatce Żaka, bo to w Chatce Żaka wtedy ten teatr pracował. I zaczęli przychodzić ludzie i przynosić płaszcze. Na jednym z takich dyżurów siedziałem ja. Przyszła pani i powiedziała, że ma płaszcz, w którym chodził jej brat, zabity 22-go lipca '44 roku w czasie tej słynnej egzekucji w Lublinie na Zamku, i że ona ten płaszcz zdejmowała z niego, i uprała go też. I do tego momentu, czyli początek lat osiemdziesiątych, ten płaszcz był u niej w domu. I postanowiła oddać ten płaszcz. Tym bardziej, że jej brat, to bardzo mocno podkreślała, zawsze chciał być aktorem. Był takim młodym człowiekiem, który marzył o tym, żeby zostać aktorem. I ona pomyślała sobie, że to może dobre miejsce, żeby ten płaszcz trafił właśnie, czyli teatr. I w związku z tym, że ja dostałem ten płaszcz, to się tym płaszczem zacząłem opiekować. To był mój płaszcz, którego pilnowałem, występowałem w tym płaszczu w tym przedstawieniu. Ale tak, jak każde przedstawienie, to przedstawienie też zaczęło umierać, zaczęliśmy coraz mniej go grać. W międzyczasie przydarzyły się przeprowadzki teatrowi z Chatki Żaka do dzisiejszego Centrum Kultury, wtedy to był Lubelski Dom Kultury. Przedmioty używane przez nas w tych przedstawieniach gdzieś ginęły. I po jakimś czasie właściwie niewiele rzeczy zostało. Ja muszę przyznać, że kompletnie nie interesowałem się moim płaszczem. Na początku lat dziewięćdziesiątych rozstałem się z Grupą Chwilową i jako Teatr NN zasiedliliśmy Bramę Grodzką. I okazało się, że ten płaszcz jakby cały czas mi gdzieś towarzyszył. Kilka lat temu odkryłem, że właściwie ten płaszcz, którego nie powinno być, którego ja nie pilnowałem, i tu biję się w piersi, wstyd mi za to, bo jednak powinienem, nawet z tego prostego powodu, że osobiście ta pani mi go dała, że grałem w tym przedstawieniu, zjeździł ze mną kawałek Europy. Rzeczywiście byłem z tym płaszczem w wielu miejscach w Europie i jakoś tak go opuściłem, a przyjaciół nie powinno się opuszczać. I wtedy uzmysłowiłem sobie, po pierwsze właśnie, że ten płaszcz jest, że ocalał jakimś cudem, a po drugie, że ten płaszcz jest blisko miejsca, w którym ta historia się zaczyna, blisko Zamku, na którym zabito tego młodego chłopaka. Dla mnie ta historia właśnie się domknęła i chwyciłem ten płaszcz, powiesiłem go, wisi u mnie tam, w moim pokoju w Bramie Grodzkiej. I teraz nie spuszczam z niego oka. Rzeczywiście jest dla mnie czymś bardzo ważnym. Jakby ta historia uzyskała jakiś rodzaj dopełnienia. Zdałem sobie w ogóle sprawę z tego, że ten płaszcz jest częścią mojego życia, związanego też z życiem tego młodego chłopaka. I dlatego myślę, że dobrze będzie jeżeli ten płaszcz, historia tego płaszcza znajdzie swoje miejsce w tym wirtualnym domu.