Obrazy

andrzej Widelski

Nazywam się Andrzej Antoni Widelski. Urodziłem się w pełnym pięknym roku tysiąc dziewięćset... miasta roku pamiętnego, w mieście jagiellońskim, na szlaku jagiellońskim z Krakowa do Lublina. Mogę więc powiedzieć, że mój kontakt ze sztuką rozpoczął się niewiadomo kiedy i niewiadomo kiedy się skończy. Trwa cały czas we mnie i jest ze mną obecny. Dzisiaj dzielę się też doświadczeniem artystycznym ucząc studentów. Wykładam na Katedrze Grafiki w Wyższej Szkole Technicznej w Katowicach i bardzo mi ta praca odpowiada. Z Lublinem związany jestem od 1968 roku do dziś. Obecnie mieszkam na dolnym Starym Mieście na ul. Kowalskiej. Maluję swoje obrazy kreując atmosferę miasta, jego koloryt, jego przestrzeń, klimat. Obrazy są moim celem i stylem życia.

 

 

Kiedy mieszkaliśmy w Rynku, odwiedził moją matkę, która była brzemienna, ksiądz proboszcz. Bargieł miał na nazwisko. Człowiek, który przeżył bardzo wojnę, który był więźniem Auschwitz, który mieszkał na Białorusi, w miejscu gdzie działał Andrzej Bobola, gdzie później został okrutnie zamordowany. I wtedy, kiedy zobaczył moją, piękną skądinąd, mamę i mnie, który gdzieś tam byłem pod jej sercem, dał jej ten obrazek. Czyli jeszcze się nie urodziłem, dostałem już ten obrazek. I powiedział: "Jak się urodzi nadasz mu imię Andrzej". Historia od której wszystko się zaczęło. Dostałem imię, a więc zostałem naznaczony. I z tym imieniem chodzę przez całe swoje życie. Obrazek św. Andrzeja Boboli zawsze gdzieś był ze mną obecny. Wisiał na dosyć znaczącym miejscu dla niego. Dzisiaj nawet ma takie wstążki czerwone i umieszczony jest na palecie - symbolu mojej pasji i mojej profesji.

 

 

Paulina Zarębska-Denysiuk

Nazywam się Paulina Zarębska-Denysiuk. Urodziłam się w Lublinie, ale w wieku pięciu lat wyjechałam do Katowic. Tam mieszkałam 9 lat i później wróciłam tutaj do szkoły. Tutaj kończyłam szkołę średnią i studia. Jestem na co dzień nauczycielką historii sztuki w Zespole Szkół Plastycznych w Lublinie, ale też członkiem Lubelskiego Towarzystwa Zachęty Sztuk Pięknych, Zarządu i Rady Kultury Przestrzeni. Generalnie zajmuję się sztuką, sztuką współczesną, pracą z uczniami, edukacją, ale też działaniami polegającymi na kuratorowaniu wystaw, pisaniu o sztuce.

 

 

 

 

 

Bardzo ważne w domach jest to, aby otaczać się dziełami sztuki. Ludzie tego właściwie w tym momencie nie doceniają, a dla mnie jest to bardzo istotny element domu. Jednak obraz musi mieć jakąś historię. Nie mówiąc już o tym, że sam jest dziełem sztuki i oddziałuje na człowieka, to każdy z nich może mieć jeszcze zapisaną w tle historię. Obraz Sławka Tomana „Fasolki”, zamówiłam bardzo dawno temu. Miał to być obraz, który będzie pamiątką, wspomnieniem, zapisem, tego że urodził się Janek, który jest moim synkiem i bardzo ważną dla mnie osobą. Chciałam, żeby ten obraz był w jakiś sposób z tym zespolony, czyli sama tematyka, w propozycji Sławka Tomana, jak najzupełniej łączyła się z moim Jankiem. Jednak Sławek pokazał mi obraz niedokończony. Natomiast później bardzo długo trwało zanim on go skończył. Po drodze powiedział, że zgubił jakieś elementy, które były mu potrzebne do dokończenia tego obrazu. Proponował mi pomiędzy inne. Ja jednak powiedziałam, że poczekam cierpliwie na „Fasolki”. Janek rósł, „Fasolki” wciąż stały niedokończone, aż pewnego dnia Sławek zadzwonił i powiedział, że obraz jest skończony i gotowy do odebrania. Dzisiaj „Fasolki” są ważnym elementem we wnętrzu. Są na pewno bardzo piękne. Jest to obraz Sławka, cały cykl takich obrazów, gdzie maluje obiekty powielane. Są to takie obrazy pomiędzy abstrakcją a konkretem. Te obrazy rzeczywiście najbardziej cenię. Te, które są na granicy między abstrakcją a realnością.

 

EWA SOLSKA

Nazywam się Ewa Solska. Jestem Lublinianką z urodzenia i z przeznaczenia, jak sądzę, bo tutaj odbyłam edukację szkolną, wyższą, tu też pracuję. Bardzo do tego miasta jestem przywiązana.

 

 

 

 

 

 

 

KRYSTIAN NAMIOTA

 

LIWIA ŁOŃSKA

 
 

 

 

OLGA CABAŁA