Maski

Prezentujemy maski i wypowiedzi osadzonych z Aresztu Śledczego w Lublinie. W ramach działnia powstała wystawa i publikacja, będące efektem warsztatów, podczas których uczestniczki poznały antropologiczne znaczenie maski, wykreowały postaci, a także podjęły refleksję na temat relacji autorka-stworzona postać. Warsztaty miały na celu pogłębienie samoświadomości oraz zwiększenie otwartości uczestniczek. Istotnym elementem było wprowadzanie elementów opowiadania historii, jako formy przełamywania oporów i otwierania się przed grupą.

Prowadzenie warsztatów: Anna Nowak i Julia Boguszewska

"KOT"

Ja maski nie robiłam, ale pewnie zrobiłabym maskę kota. Myślę, że moja maska byłaby podobna do tej maski. Zrobiła ją dziewczyna, która kilka dni temu wyjechała z aresztu. Koty są mi bliskie. Mam kocią naturę - lubię chodzić własnymi drogami. Jestem osobą niezależną i to w sobie pielęgnuję. Nie lubię być od kogoś uzależniona, chociaż tak, jak kot, czasem przychodzę, żeby mnie pogłaskano. Lubię bliskość ludzi.

("Magda")

 


"PIERROT"

Ta postać jest podobna do mnie. Tak jak ja nie uzewnętrznia swoich uczuć, nie chce żeby ludzie wiedzieli, co ją boli. Nie robię tego dlatego, że nie chcę się podzielić, tylko nie chcę być źle odebrana przez otoczenie. Dlatego zatrzymuję bardzo dużo dla siebie, tak jakbym się chowała za tą maską. U mnie mało kiedy można zobaczyć łzę. Nauczyłam się nie uzewnętrzniać swoich emocji. Mam znajomych, którym mogę o wszystkim powiedzieć, oni mnie potrafią zrozumieć, zawsze mogę im się zwierzyć, ale ich tu nie ma, są na wolności.

Ta maska pomaga mi, skrywa moje tajemnice. Jednocześnie jest bardzo dobra, bo ja nie jestem złym człowiekiem, lubię pomagać innym, tylko że nie wszyscy potrafią odebrać to jako dobro. Czasem mnie to boli, bo staram się być wobec ludzi w porządku, a potem obrywam za to. Mój mąż świętej pamięci mówił "masz miękkie serce, a ludzie to wykorzystują, a ty tego nie widzisz, albo nie chcesz widzieć". Za tą maską mogę się ukryć, tak jak uciekam do własnego świata. Moim przyjaciołom mogę wszystko powiedzieć, ale tu ich nie ma. Tutaj może to być wykorzystane przeciwko człowiekowi. Dlatego chowam to w sobie, albo przelewam na papier (piszę listy, czasami wiersze).

Jestem nieufna w stosunku do ludzi. Studiowałam psychologię i mam coś takiego w sobie, że słucham innych i po parunastu minutach jestem w stanie wyciągnąć wnioski: kim jest ta osoba. Oczywiście tego jej nie mówię. Mam wrodzoną intuicję, coś co mnie nie zawodzi, o ile się tego posłucham. Dwa razy w życiu się nie posłuchałam i popełniłam kolosalny błąd. Pomimo, że wewnętrzny głos mi mówił: nie próbuj się wiązać, bo źle na tym wyjdziesz. Nie, chciałam być mądrzejsza i się przejechałam. Wszyscy wokoło mnie przestrzegali, ale się nie posłuchałam. Zrobiłam duży błąd: nigdy nie zgłaszałam żadnych pobić, żadnego znęcania się nade mną. Oprawca miał wcześniej kuratora za znęcanie się psychiczne i fizyczne. Nie chciałam mu zaszkodzić. Najgorzej było, jak wypił alkohol, nie dał sobie wytłumaczyć pewnych rzeczy i miał urojone zazdrości. Zrobiłam jeden zasadniczy błąd: przy pierwszym pobicu, znęcaniu się nade mną trzeba było już alarmować, a nie chronić, a nie mysleć, że drugiego razu nie będzie. Za drugim razem się już nie chowałam: wezwałam policję, pogotowie, ale co z tego, jak zeszłam po schodach i powiedziałam, że się nic nie stało. Gdybym wtedy wpuściła policję i pogotowie, to by go wtedy zabrali. Wiem też, że straszne byłyby konsekwencje gdyby wyszedł, bo już mnie straszono, że jeżeli jemu się cokolwiek stanie, to mnie zabiją, więc może i dlatego człowiek się bał. Oprawca miał towarzystwo nie daj Boże, ja unikałam tego towarzystwa, ale znano mnie z widzenia, wiedziano gdzie mieszkam.

AN: Co się teraz dzieje z Pani oprawcą?

Pierrot: Mój oprawca nie żyje.

Tylko, że wyszło że mój oprawca był bardzo dobrym człowiekiem, a ja jestem ta zła. Teraz konsekwencje są straszne, bo mogłabym być na wolności, a niestety muszę siedzieć tu. W dalszym ciągu się boję, czy jak opuszczę areszt, czy koledzy oprawcy mi nie zrobią krzywdy. Nie umiem się z tym pogodzić. Nigdy w życiu nikomu nie zaszkodziłam, pomagałam nawet osobom którym nie powinnam pomagać: pijakowi, czy bezdomnemu. Cały dzień mogę o tym nie myśleć, bo jestem czymś zajęta, ale w nocy to wraca. Najgorsze z tego wszystkiego jest to, że jego brat nie miał odwagi powiedzieć prawdy, tylko kłamał w żywe oczy. Każda kobieta, która doświadcza podobnych historii powinna mieć odwagę i o tym mówić. Dużo kobiet jest w tej sytuacji: gdyby posłuchały wewnętrznego głosu i jeżeli by zgłaszały każde jednorazowe pobicie, to by im pomogło w życiu.

("Pierrot")

"JOKER"

Ta postać jest zła, chce żeby wszyscy byli po jej stronie. Ale nie udaje jej się to do końca, dlatego, że wszystkich chce na złą stronę przekabacić. Robi to strachem lub podstępem. Nie lubię tej postaci za to, że jest zła, że okłamuje. To postać zmienna, tak jak ja. Nieraz patrzę na świat przez różowe okulary, a czasami widzę wszystko na czarno. Wystarczy, że wstanę, od rana coś mi się nie spodoba, to cały dzień mam do dupy.

AN: A można to jakoś zmienić?

Patrycja: Można przemalować jedno oko.... Muszę wyjść, coś zrobić, odreagować.

AN: A co pani robi najczęściej?

Patrycja: Rozwiązuję krzyżówki, ale najlepiej wyszłabym z pomieszczenia, ale nie mogę. Dlatego duszę w sobie wszystko, a potem wybucham.

("Patrycja")

"RÓŻOWA MASKA"

To młoda osoba, z dużym ciężarem życiowym, pozytywnie nastawiona, lubiąca bardzo kwiaty i odważne kolory. Ta dziewczyna chce ułożyć sobie życie, pojawia się fajny facet na drodze, potem on nagle ginie w wypadku. Dziewczyna poznaje drugiego faceta, z którym próbuje ułożyć sobie życie. Jest małżeństwo, jest dziecko, jest pięknie do czasu, gdy wszystko w domu niszczą pieniądze - gonitwa za kasą. Wiadomo jak to się skończyło: rozeszli się i została sama. Pojawiła się druga ciąża, potem jej utrata. Ten ostry kolor oddaje to, że wszystko w jej życiu jest "na ostro".

AN: O czym ta postać marzy?

Żancia: Chciałaby być szczęśliwa i mieć rodzinę. W głębi duszy żyję nadzieją, że coś się zmieni. Pragnę także dać córce rodzeństwo. Jestem tu po części dlatego, że chciałam zarobić na dom, na rodzinę. A że wyszło tak, jak wyszło... Nikt stojąc przed ołtarzem nie wie, co będzie dalej.

("Żancia")

"UFOLUDEK"

Wybrałam postać, która jest trochę nie podobna do ludzi. Ufo kojarzy się zwykle z czymś nowym, z czymś obcym. W rzeczywistości nikt nie wie, jak ufo wygląda. Możemy sobie to tylko wyobrazić. Myślę że przybysze z innych planet są tak jak ludzie: lepsi - gorsi, złośliwi - nie złośliwi, pogodni - smutni. Ta postać jest pogodna i pozytywna. Identyfikuję się z nią - krzywdy nikomu nigdy nie zrobiłam. Pomimo, że mam swoje problemy staram się być radosna, żeby inni się nie zrażali moim smutkiem. Ta maska działa na mnie pozytywnie. Na pewno chciałabym mieć więcej odwagi, bo tego czasem mi brakuje. Jak tu trafiłam to strasznie to przeżyłam: w życiu nie byłam karana, nie miałam styczności z aresztem. Ale teraz wiem, że na pewno to przetrwam, już nie dużo mi zostało.

("Ania")

"MASKA WENECKA"

To kobieta w długiej sukni balowej, mieszka w Wenecji, pływa gondolami. Zajmuje się domem, lubi zabawę, podróże, jest ciekawa świata.

AN: Jakie cechy tej postaci pani lubi?

Maska Wenecka: Wesołość, spontaniczność, ciekawość.

AN: A gdyby tej postaci mogły spełnić się wszystkie życzenia, to czego by chciała?

Maska Wenecka: Nieustającej zabawy, karnawału przez cały rok.

AN: Co panią łączy z tą postacią?

Maska Wenecka: Radość, pozytywne nastawienie, ciekawość.

("Maska Wenecka")

"SOWA"

AN: Kim jest ta postać?

Babcia: To jest kobieta-sowa. Ona jest zaradna, mądra, tajemnicza, trochę smutna dlatego, że coś chciała zrobić, a nie udało jej się to do końca. Jest zmartwiona, że ma niemoc, że nie może tego do końca dopiąć.

AN: Gdzie ona żyje?

Babcia: Wśród ludzi.

AN: A ludzie wiedzą o tym, że jest sową?

Babcia: Nie, ukrywa to.

AN: Jest coś co panią łączy z tą postacią?

Babcia: To, że moja córka zaginęła i do tej pory się nie odnalazła, wyszła do pracy i nie wróciła. Ta niemoc, że człowiek nie może nic zrobić.

AN: Co mogłoby się zdarzyć, żeby tej postaci pomóc?

Babcia: Cud, żeby córka się odnalazła, bo to młoda dziewczyna.
Ja się z tą maska utożsamiam. Sowa to jest taki myślący człowiek - myślący ptak. Zastanawia mnie "czego ja jeszcze nie zrobiłam", co jeszcze mogę zrobić, ciągle nasuwają mi się pytania. Staram się myśleć dużo nad tym, co jest w ogóle, bo nieraz niektórzy nie widzą sensu istnienia. Ja na to zwykle odpowiadam im: "jak to, przecież po coś jesteś na tej ziemi, musisz jakąś rolę odegrać". Chciałabym zrobić jak najwięcej, ale tu z tego miejsca się niestety nie da nic zrobić. Można tylko pisać listy, które zostają bez odpowiedzi. Córka miała z nami dobry kontakt. Wyszła do pracy i nie wróciła. To jest dla mnie bardzo przykre.

Prowadzę w nocy drugie życie – jak sowa. U nas na celi nie ma telewizora. Jak dziewczyny się kładą spać, to ja włączam "swoje TV" (idę spać) i wiem, że mój "film" na pewno bedzie w kolorze. Mam różne sny – wszystkie je pamiętam. Nawet mi się Pan Jezus śnił dwa razy i pokazywał mi rany na dłoniach, pokazał mi także moją wokandę i mówił, że będzie dobrze. Jak nieraz się modlę swoimi słowami, to mówię "Panie Jezu, daj mi jakiś znak we śnie". I zawsze potem otrzymuję ten znak, nie wiem dlaczego to tak jest. Mama pojawia się także w moich snach. Mama była "nocnym markiem" i była cholernie zdolna. W teatrze lubelskim szyła kostiumy: piękne suknie, kołnierzyki z cekinów, pliski, mereżki i inne cuda. Moja mama była dla mnie dobrym przyjacielem. Niektórzy nie mają więzi z matką, z ojcem, a ja czuję silną więź. Chyba po mamie mam też taką trochę duszę artystyczną: lubię malować, pisać wiersze, śpiewać. A wszystko to robię po to, żeby nie myśleć o swojej córce i o tym przygnębiającym miejscu. Jak człowiek się czymś zajmie, to nie popada w depresję.

Zawsze się pocieszam, że musi być lepiej. Trzeba być optymistą, nie można doprowadzać siebie z jednej skrajności w drugą. Ta maska jest dla mnie taką tarczą obrony, ona chroni mnie przed złem. Jestem szczęśliwa, jak widzę wokół mnie uśmiechniętych ludzi. Ale to niestety tak się nie da, każdy ma swoje problemy. Jeden ma pieniądze, samochód, a nie ma zdrowia. A inny nie ma nic, a jest szczęśliwy, bo potrafi w niedostatku się szanować. Niektórzy to tylko piją, siedzą w rynsztoku, napadają, krzywdę innym robią. Ja tak nie potrafię. Zawsze powtarzam innym "żyj chwilą i daj ludziom od siebie coś". Chciałabym żeby to moje dobre usposobienie udzieliło się też innym ludziom, żeby tak nie zamartwiali się, bo w końcu przyjdą kiedyś te dobre czasy. Trzeba iść z podniesionym czołem pomimo, że się człowiek tutaj znalazł.

("Babcia")