Lubelskie rękopisy i druki legendarne

Spis treści

[RozwińZwiń]

„Nowiny Lubelskie” (1567) – najstarsze czasopismo w Polsce

Podobno w Lublinie ukazało się w 1567 roku pismo „Nowiny Lubelskie”. Gdyby tak było, to najstarsze czasopismo polskie zostało wydane w Lublinie. Niestety, żaden egzemplarz tego pisma nie zachował się do naszych czasów. Druk ten wspomniany jest jedynie przez historyków literatury Michała Wiszniewskiego i Wacława Aleksandra Maciejowskiego oraz odnotowany w Bibliografii polskiej Karola Estreichera. Wspomina o tym Hieronim Łopaciński: Idąc za powagą Wiszniewskiego („Hist. Lit. Pol.” t. VIII, str. 46), Maciejowskiego („Piśmiennictwo polskie” t. II, str. 677), Estreichera (Bibl. XIX w. t. I, str. 253), przytaczamy „Nowiny Lubelskie”, które w r. 1567 ziemianin z Korony w Lublinie wydał [1].

O „Nowinach” pisał również Józef Czechowicz, oczywiście trochę fantazjując: Jeśliby śięgnąć od starych foliałów i pogrzebać w pyle wieków okazałoby się, że nie gdzie indziej tylko tu właśnie, w naszym starym a miłym Lublinie ukazała się jedna z pierwszych gazet Polski i Europy. W roku pańskim 1567, gdy ziemie Jagiellonów wrzały gwarem polemik religijnych i politycznych, gdy sprawa Unii z Litwą oraz Rusią były przynajmniej tak popularna jak dziś kryzys gospodarczy, w ówczesnych Nowinach lubelskich pisali kontrunjaniści, że Litwa połączenie z Polską za szczęście sobie poczytać powinna [2].

Zwróćmy jeszcze uwagę na to, że w Lublinie w tym czasie nie było żadnej polskiej drukarni (istniała natomiast drukarnia hebrajska). W takim razie gdzie mogły być wydrukowane „Nowiny”? Drukarnia w Zamościu powstała dopiero w 1595 roku, pozostaje więc działająca już wtedy drukarnia  krakowska.

„Skarby Lublina”

W przewodniku po Lublinie Obraz miasta Lublina z roku 1839 Seweryn Sierpiński pisze o niezwykłej książce: Mówiono mi o książce pt. Skarby Lublina wydrukowanej za Jana Kazimierza (1609–1672), lecz takowej dostać nie mogłem, a prócz tego jako przez Jezuitę wydana, zawierać musi jedynie opisy obrazów cudownych, bogatych kielichów po kościołach, ornatów, pobożnych braci i.t.p. [3] Jest to jedyna wzmianka o istnieniu tej książki.

Rękopis diabelskiego wyroku

Jedna z wersji dziejącej się w Lublinie legendy o „czarciej łapie” opowiada o wyroku napisanym przez diabły na papierze z odciśniętymi pieczęciami i herbami diabelskimi. Ks. Jan Ambroży Wadowski: Wyrok napisany był przez nich na papierze i pieczęcie z herbami dybelskimi na nim z małem okopceniem odciśnięte. Wyrok ten diabelski przechowywać się miał w archiwum akt dawnych lubelskich [4].

Opowieść ta tak silnie oddziaływała na wyobraźnię mieszkańców, że do lubelskiego archiwum co jakiś czas zgłaszały się osoby proszące o pokazanie tego diabelskiego wyroku. Niestety nie zachował się on do naszych czasów i może uchodzić za jeden z zaginionych lubelskich dokumentów [5].
Jego opis znajdziemy również w książeczce Szkic historyczny Lublina z 1909 roku opracowanej przez Jacques'a Verdmona: Dekret ten zawierał podpis przypieczętowany jakimś dziwnym znakami i położywszy na stole przed miejscem prezydialnym, wsiedli do karety i odjechali [6].

Kandyd Woltera

W roku 1780 wydany został w Lublinie Kandyd Woltera w tłumaczeniu Jacka Przybylskiego, nauczyciela Szkoły Lubelskiej. Publikacja ta miała poważne kłopoty z cenzurą obyczajowo-polityczną.

August Grychowski:

W Lublinie [Przybylski] przełożył i wydał Kandyda Woltera (1780). Ignacy Potocki, otrzymawszy od Przybylskiego w prezencie egzemplarz Kandyda, wręczył mu pierścień z prośbą, by oddał mu wszystkie egzemplarze tej książki, obawiał się bowiem, że rozpowszechnianie jej może wpłynąć niekorzystnie na opinię Szkoły Lubelskiej, szlachta bowiem bojkotowała od początku szkoły Komisji Edukacji Narodowej. Oburzało ją, że wprowadzano do nich język polski na miejsce wszechwładnej od wieków łaciny i że nauczycieli zakonnych zastąpiono świeckimi.

August Grychowski, Lublin i Lubelszczyzna w życiu i twórczości pisarzy polskich, od średniowiecza do 1968 r., Lublin 1974, s. 73.

Tak więc Potocki nie chciał, aby wydanie przez jednego z nauczycieli Szkoły Lubelskiej wolnomyślicielskiej książki stało się powodem dodatkowych napięć z konserwatywną szlachtą. Niestety książka ta nie jest uwzględniona w żadnej bibliografii książek wydanych w Lublinie, nie ma też jej w żadnej z lubelskich bibliotek. Tak więc historia przytoczona przez Grychowskiego może być tylko piękną legendą.

Voltaire (Wolter), właśc. François-Marie Arouet (Voltaire jest pseudonimem artystycznym), ur. 21 listopada 1694 w Paryżu, zm. 30 maja 1778 w Paryżu. Zachęta do posługiwania się rozumem i wyciągania wniosków z doświadczeń promowana przez Woltera w książce Kandyd, czyli optymizm była na tyle rewolucyjną myślą, że w momencie ukazania się we Francji w 1759 roku czytanie książki zostało kategorycznie zakazane. Sam Wolter miał zakaz przebywania we Francji.

Jacek Przybylski (1756–1819) polski poeta, pisarz, filolog klasyczny, tłumacz Wergiliusza, Homera, Horacego i Owidiusza. Był bibliotekarzem, prefektem Biblioteki Szkoły Głównej Koronnej i kolekcjonerem książek. Ponad 20 lat po wydaniu francuskim Przybylski przetłumaczył na język polski Woltera właśnie w Lublinie.

Księga żydowska z magicznymi zaklęciami

W kilku tekstach literackich odnoszących się do Lublina znajdujemy opisy tajemniczej księgi żydowskiej, która w różnych okolicznościach używana była do podejmowania przez jej właścicieli magicznych działań. Może chodzi tu o jedną z Ksiąg Kabały, Zohar, która została wydana w Lublinie w 1623 roku?

Oto cytat z książki Martina Bubera Gog i Magog, zawierający opis tej księgi:

[Cadyk] kazał nam utworzyć dookoła niego krąg i to tak, by każdy prawą ręką dotykał lewej towarzysza, ale nie podając mu jej. W środku kręgu znajdował się płaski pulpit, gdzie leżała ogromna księga [...]. Była otwarta, widać było dwie strony zapisane nierównomiernymi wierszami oraz parę rysunków. [...] Położył palec na tym miejscu w otwartej księdze, jak zobaczyłem, narysowany był [tam] trójkąt.

Martin Buber, Gog i Magog. Kronika chasydzka, Warszawa 1999, s. 126–127.

Być może opis tej właśnie księgi znajduje się w lubelskiej legendzie Cud na kirkucie. Została ona opowiedziana niezależnie przez żydowskiego historyka Majera Bałabana, jak i polskiego pisarza Kazimierza Junoszę-Szaniawskiego.

Majer Bałaban:

Pewnego razu pożegnał się z życiem pobożny człowiek, cadyk, który przez całe swoje życie nie popełnił żadnej nieprawości. Cała gmina odprowadzała jego zwłoki na cmentarz i gdy nosze ze zwłokami były już blisko grobu, zaczęły bić – jak zwykle – klasztorne dzwony. Żydzi byli zrozpaczeni. W tym momencie z noszy spadł przykrywający zwłoki całun, cadyk podniósł się i zaczął mówić. Przerażeni ludzie stanęli, a cadyk kazał przywołać chłopca, któremu polecił pobiec do jego domu i przynieść stamtąd pewną książkę. Chłopiec pobiegł co sił w nogach i po chwili przyniósł wskazaną księgę. Cadyk otworzył ją i długo wertował stronicę po stronicy. Wreszcie znalazł odpowiednią modlitwę i zaczął ją śpiewać podniesionym głosem. Cadyk modlił się, dzwony biły, a cała gmina stała bez ruchu jak skamieniała. Nagle zauważono, że klasztor zaczyna się chwiać i powoli zapadać. Cadyk modlił się, a klasztor zapadał coraz głębiej i głębiej. Wkrótce usłyszano z otchłani głośne lamenty. Ludzie, którzy modlili się w klasztorze, zaczęli w popłochu opuszczać zapadający się budynek i wspinać na górę. Tutaj padli na kolana przed rabbim prosząc go o litość. O miłosierdzie błagali go również Żydzi i cadyk zamknął w końcu księgę, skinął na tego samego chłopca, kazał mu ją zanieść tam, skąd ją przyniósł, i nieżywy opadł na nosze. Klasztor przestał się zapadać, ale pozostał już w głębi, jakby w kotle poniżej cmentarza. I tak stoi do dziś dnia.

Majer Bałaban, Żydowskie Miasto w Lublinie, Lublin 1991, s. 118.

Kazimierz Junosza-Szaniawski:

Tymczasem naraz zrobiło się cicho... całkiem cicho. Kto to zrobił niewiadomo, dość, że nawet małe ptaszki, co na drzewach siedzą, ucichły – a dzwony dzwoniły. Rabin podniósł się na marach, siadł i powiedział: stać! stać! Słyszałeś pan! wszyscy ludzie stanęli jak martwi, jakby ich kto w ziemię zakopał! Myślisz pan, że to bagatela, jak umarły przemówi! Wszyscy stali. Rabin popatrzył, popatrzył i nareszcie pokazał palcem na jednego chłopaczka... na takiego małego, małego bachurka, co miał pięć, może sześć lat – i powiedział do niego – chodź-no tutaj! Chłopak przyszedł; dla czego nie miał przyjść? Stary się boi, a to taki dzieciak, on się nic nie boi, bo nic nie zna. On przyszedł, stanął przy marach i czekał, co jemu rabin powie...
– I cóż powiedział?
– Bardzo niewiele. Powiedział: mój kochaneczku, pójdź ty do mego domu, do mojej stancyi, tam jest szafa. W szafie książki są. Uważaj tylko dobrze, przystaw sobie stołek, żebyś dostał do najwyższej półki. Jak zobaczysz tam książki, to masz je rachować od prawej strony do lewej, tak jak się czyta. Rachuj, raz, dwa, trzy, cztery, pięć i sześć – jak narachujesz sześć, to weź siódmą książkę i tu przynieść. Pamiętaj tylko nie omyl się, pamiętaj dobrze – idź. Ten bachur nie poszedł, ale poleciał, poleciał jak wiatr. A żydzi stali w wielkim strachu i słowa nikt nie mógł przemówić. Dzwony trochę ucichły, ale nie na długo, zaraz zaczęły dzwonić jeszcze z większym gwałtem. Oj! pan rozumie jak musiało żydom serce pikać... kiedy tak stali, jakby obróceni w kamień, bez duchu... Tymczasem dzieciak niedługo bawił – i przyniósł książkę. Rabin wziął ją do ręki, otworzył w samym środku i zaczął czytać. Wtenczas, wtenczas, panie, zrobiło się takie zdarzenie, co trudno sobie pomiarkować, trudno nawet pomyśleć...
– Cóż się stało?
– Cały pagórek zaczął się ruchać!...
– Niepodobna!
– Źle powiadam cały! pół pagórka, źle powiadam pół! ten kawałek placu, na którym kościół był. Pomaleńku, pomaleńku, jak rabin czytał, ten plac z kościołem, z dzwonami, z ludźmi, opuszczał się coraz niżej, niżej, niżej... powoli, ale ciągle niżej – a żydzi stali na kirkucie i bali się ruszyć, bo wszystkich taki strach ogarnął, jakby już koniec świata przyszedł; jakby cała ziemia miała się, broń Boże, zapaść, zginąć, polecieć w głębie, w przepaść, jakby już ze światem miał być koniec...
– A dalej? cóż dalej się stało?
– Co się miało stać? Zrobił się krzyk, gwałt, lament! Kto by nie robił lamentu, kto chce włazić w ziemię, jak na ziemi ma żonę, dzieci, interesa! Oni wszyscy tak myśleli, no i wie pan co się stało?
– Co?
– Ny – najpierwsze panowie, szlachta, dziedzice, same hrabie, księża, poszli co najprędzej na kirkut do rabina i powiedzieli tak i tak: Niech pan rabin nie zrobi komu taką przykrość, niech pan rabin sobie uspokoi! Za co ma być między nami sprzeczka? Jak wiadomo panu, w takim interesie to już się nie można kłócić... trzeba prosić.
– I cóż rabin, dał się przebłagać?
– Ha? Rabin? Rabin nie potrzebował dać się przebłagać, bo on naprzód, jeszcze nim go mieli chować, nim umarł – to wiedział, co będzie. On jeszcze za życia wiedział — on wszystko wiedział! A przez to, że wiedział, to nie trzeba go było długo prosić. Czy mało zrobił? on uważał, że dość! Jak go zaczęli prosić, nie powiedział ani słowa, tylko przestał czytać, a skoro tylko przestał – ziemia też przestała się ruszać – i plac z kościołem, z ludźmi, z całem zabudowaniem, pozostał w tem miejscu, jak dzisiaj stoi. No, widział pan przecie.
– A rabin?
– Rabin zawołał tego samego bachurka, co książkę przyniósł. Kazał mu, żeby ją odniósł napowrót i postawił w tem samem miejscu, gdzie stała – a potem... potem rabin położył się napowrót na mary i znów nieżywy był. Ta sama moc, co zatrzymała żydów w miejscu, pchnęła ich znowu naprzód, żeby szli i oni szli; pochowali rabina z wielkim żalem, płaczem, lamentem.

Konstanty Junosza-Szaniawski, Cud na Kirkucie, [w:] Z jednego strumienia szesnaście nowel, Kraków 1901.

Niebieski jeździec Władysława Panasa

Niebieski jeździec – tak nazywa się niedokończony przez Władysława Panasa przewodnik po Lublinie. Pomysł na napisanie przez Władysława Panasa specjalnego przewodnika po Lublinie narodził się na początku roku 1997, już po publikacjach jego niezwykłych esejów Brama i Oka cadyka. Przewodnik, który pierwotnie miał nazywać się Miasto magiczne nie wyszedł wtedy poza sferę planów, natomiast wkrótce Panas zaczął publikować w piśmie „Na Przykład” dwa cykle tekstów: Daas i Jeździec Niebieski. W kwietniu roku 1998 ukazał się pierwszy fragment Daas, zaś w następnym numerze (maj–czerwiec 1998) ukazał się pierwszy fragment Jeźdźca Niebieskiego. Ostatni, siódmy fragment Daas ukazał się w roku 2001 (marzec–kwiecień), a ostatni, też siódmy, fragment Jeźdźca Niebieskiego w następnym numerze „Na Przykład” (czerwiec–lipiec 2001). Teksty te ukazywały się naprzemiennie i były opatrzone wspólnym tytułem Magiczne miejsce.

Wczytując się w ostatni odcinek Jeźdźca niebieskiego (czerwiec–lipiec 2001), musimy dojść do wniosku, że powinien on mieć jeszcze jakąś kontynuację nawiązującą do zarysowanych w nim wcześniej przez autora motywów. W relacjach niektórych członków redakcji pisma „Na Przykład” pojawia się mgliste wspomnienie tego, że widzieli ten brakujący ósmy odcinek Jeźdźca (a może Daas?).

Ciekawe, że w podtytule rękopisu pierwszego odcinka eseju Daas widnieje zapis, iż będzie to cykl składający się z ośmiu artykułów. Rodzi się więc pytanie, czy ten ósmy artykuł w ogóle powstał, czy też był tylko w sferze planów autora. A może powstał i zaginął? Pojawia się tu więc tak ulubiony przez Panasa motyw zaginionego rękopisu.

Mimo że do wydania przewodnika Miasto magiczne w końcu nie doszło, to idea na publikację takiego wydawnictwa była wciąż żywa. W międzyczasie zmienił się tylko tytuł planowanej książki.

W notatce z roku 2002 Panas nazwał ten przewodnik Jeździec Niebieski. Szkice i fragmenty lubelskie. Tak też został nazwany przewodnik po Lublinie Władysława Panasa opublikowany w piśmie „Scriptores” w roku 2009 już po śmierci autora. Treść i układ tego przewodnika zostały zrekonstruowane na podstawie notatek i wypowiedzi autora.

Przypisy

  1. Rafał Lubicz (Hieronim Łopaciński), Wydawnictwa peryjodyczne w Lublinie, Lublin 1890, s. 19.
  2. Józef Czechowicz, Przeszłość przeszłości, „Kurier Lubelski”, 1.01.1932, (art. niepodpisany).
  3. Seweryn Zenon Sierpiński, Obraz miasta Lublina, Lublin 1839, s. 18.
  4. Jan Ambroży Wadowski, Kościoły lubelskie, Kraków 1907, s. 183.
  5. Tamże.
  6. Leonard de Verdmon Jacques, Szkic historyczny Lublina, Warszawa 1909, s. 27.