Klucz

Agnieszka Piasecka

Agnieszka Piasecka, lublinianka dopiero w drugim pokoleniu, ale za to całą duszą. Moi dziadkowie przenieśli się do Lublina z Bełżyc i choć w sercu chyba nigdy ich nie opuścili, to i na kolejne sześćdziesiąt lat ich lubelski dom stał się domem mojej rodziny.

 

 

 

 

 

 

Ten klucz akurat jest bardzo solidny, to kowalska robota. Do dużego, jedynego w swoim rodzaju zamka. I przyjmował różne role na pewno w historii. Kiedyś był kluczem do mydlarni, do octowni albo kluczem do gwoździowni, do jakiegoś zakładu przemysłowego. Ten budynek jeszcze stoi cały czas w Lublinie, w samym sercu. A dla nas historia tego klucza, dla nas – dla mojej rodziny, zaczyna się wtedy kiedy historia goniła mojego dziadka. A właściwie to on uciekał przed nią, na rowerze, z przestrzeloną ręką. Ta sytuacja wpłynęła na jego decyzję o przeniesieniu sie do Lublina, o ucieczce, po prostu. Z całą rodziną zjawili się w grudniu 46 roku w Lublinie, przed drzwiami tej gwoździowni, mydlarni czy octowni. Jeśli to prawda, co mówią, to miała miejsce dosyć symboliczna scena przekazania tego klucza przez pana Golzweiga. I wtedy klucz zmienił funkcję, z klucza do firmy powiedzmy na klucz do domu. Bo ten budynek został zaaranżowany na pomieszczenia mieszkalne i tak jest do dzisiaj. I powiedzmy, że przez kolejne sześćdziesiąt lat byliśmy strażnikami tego klucza. To był dom najpierw dla rodziny moich dziadków, potem dla moich rodziców, a po jakimś czasie, po kilkudziesięciu latach był domem dla mojej rodziny. I właściwie to równo 60 lat trwała ta nasza historia w tym domu. Nasza historia z tym kluczem...