Historia żydowskiego słowa drukowanego w Lublinie – Zagłada i okres powojenny

Spis treści

[RozwińZwiń]

Zagłada - zniszczenie żydowskich drukarni

W czasie wojny zostały zniszczone wszystkie drukarnie żydowskie w Lublinie, a pracujący w nich drukarze zginęli. Urządzenia, maszyny, czcionki wywieziono lub zniszczono. Przez jakiś czas działała tylko drukarnia Judki Goldsztejna, mieszcząca się w oficynie przy ul. Królewskiej 3. Zarządzała nią volksdeutschka Maria Malczewska. Drukarnia ta była potrzebna Niemcom do drukowania ogłoszeń w języku jidysz1.
 

„Ostatni demon” I.B. Singera

Swoistym memento dla historii żydowskich książek w Lublinie jest niezwykłe opowiadanie I. B. Singera „Ostatni demon”. Bohater opowiadania – demon - tak opisuje Lublin: Pochodzę z Lublina, gdzie ulice są wybrukowane tekstami talmudycznymi. Rękopisami palimy w piecach. Poddasza uginają się pod ciężarem tomów kabały2.

 

Demon, który żywi się hebrajskimi literami z książek w języku jidysz, opowiada historię swojego przybycia do Tyszowiec:


Mieszkam na poddaszu w Tyszowcach i żyję dzięki książce z opowiastkami w jidysz, pozostałości sprzed wielkiej katastrofy. Opowiastki te nie są żadnym dziełem literatury, ale litery hebrajskie mają swoją wartość. Nie muszę wam chyba mówić, że jestem Żydem. (...) Przybyłem tu z Lublina. Tyszowce są zapomnianą przez Boga mieściną. (...) Jak długo tu tkwię? Całą wieczność plus jedną środę. Wdziałem już wszystko – zniszczenie Tyszowiec, zniszczenie Polski. Nie ma już Żydów, nie ma już demonów. (...) Całą gminę wymordowano, spalono święte księgi, zbezczeszczono cmentarz. Księga stworzenia powróciła do rąk Stwórcy. (...) Ale przynajmniej napisana jest po żydowsku. Alfabetu nie udało im się zniszczyć. Wysysam litery i to jest moja strawa. Liczę słowa, układam rymy i do znużenia trawię każdą kropkę. (...) Tak, przetrzymam, dopóki istnieje ta jedna jedyna książka. Dopóki mole nie zjedzą ostatniej kartki, mam się czym bawić. Wolałbym nie mówić, co się stanie, kiedy zniknie ostatnia litera.A kiedy już zniknie ostatnia litera, Ostatniemu z diabłów przyjdzie czas umierać3.
 

 

>>> czytaj więcej o innych opowiadaniach I.B.Singera

1944: „Biuletyn” - pierwsza (i ostatnia) powojenna gazeta żydowska w Lublinie

Tuż po wyzwoleniu Lublina powstał pomysł wydawania żydowskiej gazety, którą nazwano „Biuletyn”. Pisze o tym Nachman Blumental w artykule „Lublin po drugiej wojnie światowej” zamieszczonym w lubelskiej „Księdze Pamięci”. W oparciu o ten tekst Adam Kopciowski streszcza historię powstania „Biuletynu”:

 

Zasadniczą przeszkodą (...) w wydawaniu gazety był zupełny brak bazy technicznej, a zwłaszcza żydowskich czcionek, czy nawet zwykłej maszyny do pisania. Jak wielki był jednak upór zespołu w dopięciu celu, świadczy fakt że redaktorzy „Biuletynu” zdecydowali się go pisać ręcznie. Ponieważ redakcja posiadała maszynę do pisania z polską czcionką, postanowiono dodatkowo wydawać, prócz ręcznie przepisywanej żydowskiej, także drukowaną, wersję polską. Teksty wersji żydowskiej musiano ręcznie, po kilkadziesiąt razy, przepisywać przez kalkę.


„Biuletyn” ukazywał się co drugi dzień. Za każdym razem, redaktorzy osobiście wywieszali gazetę na tablicach informacyjnych, ustawionych w miejscach, gdzie zwykle gromadziło się dużo Żydów: przy Domu Pereca na Czwartku, przy Domu Noclegowym PCK przy ul. Wyszyńskiego 3, oraz przy Komitecie Żydowskim na ulicy Rybnej 8.

Od wczesnych godzin rannych, pod tablicami informacyjnymi, zbierało się wielu Żydów, oczekując na „Biuletyn”. Czytali go z wielkim zainteresowaniem po kilka razy. Na treść „Biuletynu” składały się głównie bieżące informacje z frontu oraz wiadomości dotyczące uratowanych Żydów. Kolejne numery „Biuletynu” rozsyłane były na prowincję oraz do innych zagranicznych redakcji żydowskich czasopism.

Pewien niewielki postęp w ulepszeniu bazy technicznej pisma nastąpił po przyjeździe do Lublina Fiszela Helersteina, dawnego (do 1939r.) zecera w wileńskiej gazecie żydowskiej „Die Cajt”. W swoich wspomnieniach Helerstein pisał: „Gdy zimą 1945r przybyłem do Lublina, było tu już kilku pisarzy żydowskich, którzy bardzo tęsknili za słowem żydowskim i pragnęli wydawać drukowaną gazetę. Z wielką nadzieja wysłano mnie do jednej z byłych przed wojną drukarni żydowskich, by tam ewentualnie odszukać czcionki żydowskie. Widzieli we mnie cudotwórcę, który dokona cudu i znajdzie upragniony skarb”. Po długich poszukiwaniach, Helerstein odkrył „ołowiany skarb”. Ale było tam tyle czcionek, że mogło starczyć na złożenie zaledwie „zaproszenia ślubnego lub karty noworocznej”.  Po dotarciu do Lublina w końcu stycznia 1945r wiadomości o ocalałej w Łodzi drukarni gettowej, losy zespołu redakcyjnego „Biuletynu” ułożyły się podobnie do losów CŻKH. Jako pierwszy, do Łodzi wydelegowany został członek redakcji warszawianin Jehuda Elberg. Po nim z Lublina wyjechała reszta redakcji oraz zecer Helerstein4.

1946: Biblioteka w domu Pereca

O powstaniu w Lublinie po wojnie w roku 1946 biblioteki żydowskiej pisze Adam Kopciowski: Na początku października 1945 roku na pomieszczenia biblioteki wydzielono pokoje nr 8,9 i 10 w Domu Pereca (ul. Czwartek 4a). Bibliotekę zorganizowano na początku 1946 r. zaś brak zupełnie informacji skąd sprowadzono do niej książki5.

 

 

 

1947: „Monografia żydowskiego Lublina”

Zanim wydano lubelskie „Księgi Pamięci” rozpoczęto w Lublinie pracę nad „Monografią żydowskiego Lublina”. To właśnie z materiałów, które były do niej zbierane zrodziła się paryska „Księga Pamięci”6.

Pomysł na napisanie monografii  został przedstawiony w czasie odbywającego się we Wrocławiu w maju 1947r.  pierwszego Krajowego Zjazdu Lubliniaków.

 

Pisze o tym Adam Kopciowski: Drugi dzień obrad (26 maja 1947 r.) otworzył Nachman Blumenthal. Głównym tematem jego przemówienia była sprawa opracowania monografii żydowskiego Lublina (sam pomysł spisania historii Żydów w mieście, był poruszony już na pierwszych zebraniach Ziomkostwa w Lublinie.) Na zjeździe wybrano specjalną komisję redakcyjną, której polecono opracowanie i wydanie monografii. (...) Sprawa monografii zdominowała prawie całkowicie, drugi i ostatni dzień zjazdu. Majer Szyldkraut podsumowując dotychczasowe prace lubelskiego ziomkostwa stwierdził: „Postawiliśmy sobie do wykonania dwa najważniejsze zadania. Pierwsze: Uwiecznić przez wydanie monografii stare, historyczne żydowskie miasto Lublin i drugie: pomóc w sposób konstruktywny pozostałym przy życiu lubliniakom w Polsce7.

 

>>> czytaj o historii życia żydowskiego w Lublinie

 

Sprawą absorbującą najwięcej czasu i uwagi członków Zarządu, były pracę związane ze zbieraniem materiałów do planowanej „Monografii żydowskiego Lublina”. Główną formą gromadzenia informacji było, przede wszystkim zbieranie indywidualnych wspomnień, pamiętników i różnego rodzaju relacji. Akcja ta, z inicjatywy lubelskiej centrali zasięgiem swym objęła większość skupisk lubliniaków w całym kraju. W lutym 1948r członek zarządu Frakter w trakcie podróży na Dolny Śląski, do Łodzi i Warszawy zebrał przygotowane przez tamtejsze środowiska lubelskie, materiały. Zebrana dokumentacja przesyłana została do Warszawy, gdzie (powołana jeszcze na zjeździe wrocławskim) komisja redakcyjna (N. Blumenthal i Sz. Herszenhorn), zajęła się jej segregowaniem i wstępną redakcją. Planów szybkiego wydania monografii nie udało się jednak urzeczywistnić; W połowie roku 1948 z kraju wyjechał Sz. Herszenhorn, zaś na jego miejsce do komisji wszedł inż. Słobodkin. Mimo że do komisji dołączyli także dwaj nowi członkowie: mgr Trunk (pracownik ŻIH) i Jasny, główny ciężar pracy spoczął na świeżo mianowanym dyrektorze Żydowskiego Instytutu Historycznego Nachmanie Blumenthalu, zaabsorbowanym właśnie urządzaniem podległej mu instytucji, (po przenosinach z Łodzi), w Warszawie.


Już na początku roku 1948, po wyjeździe na stałe do Paryża, dotychczasowego członka Zarządu Ziomkostwa Majera Szyldkrauta, tamtejsze lubelskie Ziomkostwo nawiązało stały kontakt z Lublinem. Okazało się że również w Paryżu trwają, niezależnie od Lublina, prace związane z opracowaniem monografii żydowskiego Lublina. W lutym 1948 podczas wizyty w Lublinie przewodniczącego Ziomkostwa paryskiego Szpiro, postanowiono połączyć wysiłki w celu wspólnego wydania monografii. W kwietniu wysłannik z Paryża Szulsztajn spotkał się w Warszawie z Blumenthalem, jednak nie ustalono (aż do końca roku) gdzie monografia powinna być wydana. Blumenthal odrzucił w tym samym czasie, propozycję przewodniczącego Ziomkostwa lubelskiego z Nowego Jorku Grosmana przeniesienia centrum prac nad monografią do St. Zjednoczonych.


Ostatecznie, po zdekompletowaniu komisji redakcyjnej w Warszawie, w styczniu 1949r postanowiono „ze względów technicznych” wydać monografię w Paryżu. Do marca, Blumenthal przed wyjazdem z kraju, przekazał cały zgromadzony w kraju materiał do Francji. Monografię żydowskiego Lublina ostatecznie wydano w Paryżu w 1952 roku8.
 

1952, 1957: Lubelskie „Księgi Pamięci”

O tym, skąd się wzięły i jaką rolę pełniły „Księgi Pamięci” w społeczności żydowskiej, pisze Sylwia Bojczuk:

 

Księga, której celem jest uczczenie i ocalenie od zapomnienia poszczególnych osób czy też miejsc, które już nie istnieją, nie jest w kulturze żydowskiej zjawiskiem nowym. Już w okresie wczesnego średniowiecza w Nadrenii powszechny był zwyczaj odczytywania długich list nieżyjących członków gminy lub wspominania okoliczności, w jakich miały miejsce antyżydowskie pogromy. (...) Po tragedii, jaką dla narodu żydowskiego był Holokaust, ukazał się szereg ksiąg poświęconych pamięci ludzi i świata, który przestał istnieć. Pinkas Zikkaron lub Sefer Zikkaron po hebrajsku lub jizker buch w języku jidysz odnoszą się zawsze do konkretnego miejsca, które mają upamiętnić. Ruch wydawania tych ksiąg rozpoczął się w okresie II wojny światowej i trwa do dziś9.

 


Wielkim wysiłkiem ocalałych lubelskich Żydów zostały wydane dwie „Księgi Pamięci”:
1) „Dos Buch fun Lublin”,  Paris 1952
2) “Sefer Zikkaron Lublin”, Tel Aviv 1957

 

Księgozbiór z Izby Pamięci Żydów Lublina

W roku 1987 została otwarta po remoncie Izba Pamięci Żydów Lublina mieszcząca się w dawnej bożnicy Chewra Nosim (Bractwo Pogrzebowe) przy ulicy Lubartowskiej 10.

 

W roku 1989 Towarzystwo Opieki nad Pamiątkami Kultury Żydowskiej w Lublinie wydało „Przewodnik Izby Pamięci i Bożnicy" zawierający 32 strony. Autorem tekstu był Symcha Wajs. W „Przewodniku” są zamieszczone zdjęcia z Izby Pamięci wśród których na jednym widzimy księgozbiór składający się ze starych ksiąg żydowskich zgromadzony w Izbie10.

 

W roku 1995 (27 maja) nieznani sprawcy dokonali włamania do Bożnicy i Izby Pamięci. Zostały skradzione wszystkie eksponaty z wystawy oraz część książek znajdujących się na półkach w Izbie Pamięci.

Efraim (Fajwel) Frid – ostatni żydowski bibliofil z Lublina

Efraima Frida wspomina prof. Monika Adamczyk-Garbowska: Dzięki pomocy zaprzyjaźnionego z naszym Zakładem pana Romana Litmana udało mi się zebrać trochę informacji na temat pana Frida. Pan Litman pamięta go jeszcze jako nauczyciela jidysz i historii w szkole żydowskiej, do której uczęszczał w 1945 roku do czasu jej likwidacji cztery lata później. Zapisał się w jego pamięci jako wielki erudyta i gawędziarz, który potrafił godzinami opowiadać barwne historie (wygłaszał też wykłady w ramach spotkań organizowanych przez Komitet Żydowski; 29.11.1950 nastąpiło zjednoczenie Centralnego Komitetu Żydów Polskich z Żydowskim Towarzystwem Kulturalnym i powstało Towarzystwo Społeczno – Kulturalne  Żydów w Polsce, w Lublinie przewodniczącym został Marian Adler). Prowadził rozległą korespondencję z całym światem, pomagał także w opracowywaniu klasycznych pozycji literatury jidysz wydawanych przez oficynę „Idisz Buch” (sporządzał m. in. słowniczki wyrazów hebrajskich).

 

Dziennikarz lubelski Romuald Karaś zamieścił o nim krótki reportaż w „Kurierze Lubelskim” ( „Kiedy w sercu samotność i smutek”, 16-17 grudnia 1962):
„Maleńki pokoik przy Krakowskim Przedmieściu w Lublinie. W szafach, na półkach, podłodze, stole, łóżku, parapecie okna piętrzą się piętrzą się stosy książek. Niknie w nich drobna postać pana Fajwela Frida. Ogromna z górą 5-tysięczna biblioteka wywiera swoiste wrażenie. W otoczeniu mądrości zawartych w dziełach setek autorów można mówić i myśleć tylko o stopniu swojej ignorancji...” Pan Frid, urodzony w 1886 roku w Chełmie bibliofil (stąd pewnie w jego zbiorach „Księga pamięci” Chełma) i dziennikarz, stracił w czasie wojny żonę i córkę, później mieszkał w Lublinie przy Krakowskim Przedmieściu nr 6, zmarł w 1973 roku11.

Żydowski księgozbiór w Lublinie w Bibliotece UMCS

Być może ostatnim lubelskim żydowskim księgozbiorem, jaki ocalał po drugiej wojnie światowej,  jest odnaleziony w magazynie Biblioteki UMCS w 2002 roku zbiór kilkuset nieskatalogowanych książek i czasopism w językach jidysz i hebrajskim. Okazało się nawet, że pracownicy Biblioteki Głównej pamiętają jeszcze drobnego starszego mężczyznę, który przychodził do biblioteki i w ramach prac zleconych katalogował książki. W wyniku jego pracy uporządkowano zbiory w jidysz wypełniające jeden regał, który jest na stałe w Bibliotece Głównej (poza księgozbiorem przekazanym Zakładowi). Pozostałych książek nie zdążył w pełni skatalogować, chociaż w niektórych zachowały się karteczki zapisane równym, wyraźnym pismem. Później nie było już komu tego robić, zresztą nikt na uniwersytecie nie interesował się tym zbiorem 12.
 

Odnalezione tomiki poezji Jakowa Glatsztejna (2002)

Warto wspomnieć, że wśród żydowskich książek odnalezionych w Bibliotece UMCS w r. 2002  znalazł się zbiór tomów poezji w jidysz Jakowa Glatsztejna, wybitnego poety żydowskiego urodzonego w Lublinie.

 

O Jakowie Glatsztejnie pisze Monika Adamczyk – Garbowska:
Jakub (Jankew) Glatsztejn (20 sierpnia 1896 – 19 listopada 1971) – żydowski poeta, powieściopisarz i krytyk. Urodził się w Lublinie w tradycyjnej rodzinie żydowskiej znanej z talentów muzycznych ( jego wuj Moszełe Glatsztejn był lubelskim kantorem miejskim). (...)

Znajomość literatury jidysz posiadł dzięki ojcu, zapalonemu bibliofilowi. Później doszła znajomość literatury rosyjskiej i polskiej, a także innych literatur europejskich w przekładach na rosyjski. W 1914 roku Glatsztejn wyemigrował do Stanów Zjednoczonych.

Zaczął pisać bardzo wcześnie, ale zadebiutował dopiero w USA w 1919 roku. W 1921 roku ukazał się jego pierwszy tomik pt. „Jankew Glatsztejn". (...) [Po zagładzie Żydów] postawił sobie za główny cel opisywanie, opłakiwanie i przywracanie pamięci zniszczonego życia. W „A gute nacht, welt" (Dobranoc, świecie) z goryczą odrzuca kulturę europejską, ogłaszając powrót do tradycji żydowskiej. Żaden inny utwór w jidysz nie wywołał tyle zamieszania, co ten pozornie ksenofobiczny i antyuniwersalistyczny wiersz.

Lata wojny i Zagłada  przekształciły Glatsztejna w jednego z wielkich elegistów wschodnioeuropejskiego żydostwa. Ogłosił ponad dziesięć zbiorów wierszy, w tym „Gedenklider" (Wiersze pamięci, 1943), „Dem tatns szotn" (Cień ojca, 1953), „A jid fun Lublin" (Żyd z Lublina, 1966).

Pisał także prozę artystyczną i eseistyczną, uprawiał krytykę literacką. Jego dwie autobiograficzne powieści cieszące się dużym powodzeniem to „Podróże Jasia" („Wen Jasz iz geforn", dosł. Kiedy Jaś pojechał, 1938) i „Powrót Jasia" („Wen Jasz iz gekumen", dosł. Kiedy Jaś powrócił, 1940).

Te dwie części planowanej trylogii, opowiadające o podróży autora do rodzinnego miasta niedługo przed wojną, odznaczają się sugestywnym stylem i poczuciem nadchodzącej katastrofy. Glatsztejn był zafascynowany językiem jidysz, którego nie tylko używał, ale nieustannie przetwarzał i celebrował. Żaden chyba inny poeta tworzący w jidysz nie dorównał mu pod względem inwencji leksykalnej. Wyróżniał go też doskonały słuch muzyczny i poetycki oraz bogactwo idiomów. Stanowi to przeszkodę w tłumaczeniu jego poezji. Nic więc dziwnego, że choć przez wielu jest uważany za najwybitniejszego poetę języka żydowskiego, stosunkowo mało znany jest czytelnikom w innych językach13.

 

>>>> czytaj więcej o Jakowie Glatsztejnie

„To nie umarli chwalą Pana” Jakowa Glatsztejna

Jednym z jego najsłynniejszych wierszy Glatsztejna jest wiersz „To nie umarli chwalą Pana”.

Wiersz ten znajduje się w jednym z tomików odnalezionych w Bibliotece UMCS. Tytuł wiersza jest radykalnym odwróceniem słowa Psalmu 115  i równocześnie – jak pisze krytyk Alvin Rosenfeld – stanowi wstrząsającą kontynuację  fragmentów ksiąg „Wyjścia” i „Powtórzonego Prawa”, które kładą nacisk na uczestnictwo wszystkich Żydów, poprzez pokolenia w Teofanii na Synaju. Zbiorowa obecność wobec objawienia miała miejsce także w czasie Holocaustu, gdy w Lublinie i dziesiątkach innych miejsc pokolenia te zostały obrócone w nicość 14.


Tak zaczyna się wspomniany wiersz (tłumaczenie z jidisz):

 


    Na górze Synaj przyjęliśmy Torę,
    A oddaliśmy ją w Lublinie.
    Umarli nie chwalą Boga,
    Tora ma służyć żywym.
    I tak jak wszyscy razem
    Staliśmy przy nadaniu Tory,
Tak samo umarliśmy wszyscy w Lublinie
.
                         

[Tłum. M. Adamczyk – Garbowska]   
 

Odnalezienie skarawka Tory (1985 r.)

W roku 1985 na Majdanku między deskami jednego z baraków na zachowanym III polu został znaleziony skrawek Tory, który jest przechowywany w Muzeum na Majdanku.

 

Opracował Tomasz Pietrasiewicz
Redakcja Alicja Magiera, Agnieszka Wiśniewska


 

Przypisy

1 Paweł Gdula, dz. cyt. s. 91.
2 Isaac Bashevis Singer,  Ostatni demon, [w:] Krótki piątek i inne opowiadania, Warszawa 2004, s. 136. 
3 Tamże, s. 129-141.
4 Adam Kopciowski,  Żydzi w Lublinie w latach 1944 – 1949, rozdział 3.2.
5 Tamże, rozdział 3.3.
6 Sylwia Bojczuk, „Księgi pamięci” – geneza i charakterystyka, „Scriptores” nr 1/2003 (27), Lublin 2003, s.75.
7 Adam Kopciowski, dz.cyt.,  rozdział 3,5.
8 Adam Kopciowski, dz.cyt., rozdział 3.5.
9 Sylwia Bojczuk, dz.cyt.,  s. 73.
10 Symcha Wajs,  Izba Pamięci Żydów Lublina, Lublin, ul Lubartowska 10, Przewodnik, (drukowano w Legionowie, brak precyzyjnej daty wydania, prawdopodobnie koniec lat 80’)
11 Monika Adamczyk-Garbowska, Odkrycie w Bibliotece Głównej UMCS, „Wiadomości Uniwersyteckie” nr 4/2002, s. 20.
12 Tamże, s. 20.
13 Monika Adamczyk-Garbowska, Jakub Glatsztejn, „Scriptores” nr 1/2003 (27), Lublin 2003, s. 129-130.   
14 Rosenfeld Alvin, Podwójna śmierć, Rozważania o literaturze Holocaustu, s. 170.